Coleen Hoover - November 9

Coleen Hoover - November 9


Tyle zawsze narzekam na prozę z gatunku young adult, że głupia, że kiepsko napisana, że bez większej merytorycznej wartości a tu proszę - w końcu trafiam na książkę, która naprawdę mi się podoba i do niewielu rzeczy tak właściwie mogę się przyczepić.

9. listopada życie Fallon zmieniło się o 180 stopni. To dzień, w którym ledwo uszła z życiem z pożaru w domu jej ojca, słynnego aktora. Blizny pokrywające niemal całą połowę ciała bohaterki przekreślają jej marzenia o karierze aktorskiej i utrudniają normalne relacje z rówieśnikami. Fallon wstydzi się tego, jak wygląda a całe zgorzknienie wylewa na ojca, którego wini za wypadek. W rocznicę wypadku, podczas kłótni z ojcem w restauracji niespodziewanie przysiada się do ich stolika nieznany chłopak. Ben wydaje się być oburzony tym, jak ojciec traktuje własną córkę i postanawia udawać chłopaka Fallon, aby dać jej ojcu prztyczka w nos. Między Fallon a Benem rodzi się dziwne uczucie, coś pomiędzy przyjaźnią a fascynacją. Ponieważ dziewczyna przeprowadza się na drugi koniec Stanów, oboje zawierają umowę, że będą się spotykać raz do roku 9.listopada a w pozostałe dni nie będą się ze sobą kontaktować. W tym momencie fabuła rozszczepia się i jest prowadzona dwutorowo: w rzeczywistości i w powieści, którą pisze Ben. Wątki splatają się ze sobą a im bliżej końca, tym coraz bardziej zszokowany czytelnik nie może uwierzyć, jak bardzo powiązane są losy tych dwojga.

Zacznę może od jedynego zarzutu, jaki mam wobec tej historii. Siła uczuć pomiędzy tym dwojgiem wydaje mi się mało prawdopodobna. Widzą się tylko raz w roku przez kilka godzin, w pozostałe dni nie kontaktują się ze sobą w żaden sposób, żyją własnym życiem, nie są parą sensu stricte, więc umawiają się z innymi a mimo to każdego 9.listopada wybucha między nimi wulkan miłości i pożądania (tak, sporo tu seksu). Jestem w stanie zrozumieć taką fascynację jako jednorazowy akt ale po dwóch, trzech latach siła takiego 'uczucia' powinna naturalnie opaść albo w ogóle zniknąć. Weźmy dla przykładu związki, w których jeden z partnerów wyjeżdża do pracy zagranicę. Wiecie dlaczego większość takich związków się rozpada? Bo brakuje stałego kontaktu - przede wszystkim fizycznego (nie mam tu na myśli wyłącznie seksu). On lub ona czuje się coraz bardziej samotny/a, uczucie do partnera po prostu gdzieś znika. Nie rozumiem więc tej ciągle żywej fascynacji pomiędzy Fallon a Benem.

Pomijając ten fakt, na który jestem skłonna przymknąć oko (w końcu to powieść dla starszych nastolatek i młodych studentek, które zazwyczaj są spragnione takich treści), powieść podobała mi się pod wieloma względami. Po pierwsze mamy tutaj bohaterkę, która nie jest pięknością a ciało w połowie pokryte bliznami czyni ją osobą niepewną siebie, zakompleksioną a przede wszystkim rezonującą z czytelniczkami, które mogą się z nią pod wieloma względami identyfikować (w końcu która młoda kobieta uważa się za nieskazitelnie piękną?).
Po drugie bardzo popieram w literaturze miłość pomiędzy nieidealnymi bohaterami. Wydaje mi się bardziej ludzka, prawdziwa. A sposób, w jaki Ben patrzy na ciało Fallon, w jaki ją dotyka i całuje ma szansę obudzić w wielu zakompleksionych dziewczynach nadzieję, że i one bez względu na to, jak wyglądają, zasługują na takie spojrzenia i taki dotyk.
A po trzecie to jest naprawdę dobrze napisana historia, z sensownymi dialogami (och, dialogi w większości powieści young adult to dla mnie horror), ciekawym pomysłem na fabułę oraz tajemnicą w tle. A pod koniec powieści, kiedy wychodzą na jaw pewne fakty, szczęka opada z wrażenia a na policzki wyskakuje rumieniec wywołany gorączkowym przerzucaniem stron i chłonięciem tekstu, byle dowiedzieć się jak to się wszystko skończy...

Tak, podobało mi się. Tak, chcę przeczytać więcej książek Collen Hoover.

Moja ocena: 5/6

autor: Coleen Hoover 
tytuł: November 9
tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
wydawnictwo: Otwarte 
liczba stron: 336
Katarzyna Rupiewicz - Redlum (audiobook)

Katarzyna Rupiewicz - Redlum (audiobook)


Wydawnictwo Genius Creations to moje ostatnie odkrycie literackie. Niemal wszystkie wydane przez nich książki zachęcają opisem fabuły do zanurzenia się w ich świecie, co też postanowiłam uczynić i na początek nabyłam 17 pozycji, które będą mi umilać jesienne i zimowe wieczory. W planach mam przeczytanie wszystkiego co wyszło ze stajni GC.

Na pierwszy ogień poszła debiutancka powieść Katarzyny Rupiewicz w formie audiobooka (zaczęłam słuchać jeszcze zanim zrobiłam zakupy w księgarni wydawnictwa).

Redlum to nazwa miasteczka otoczonego wielkim murem, wybudowanego aby uniemożliwić zamieszkującym miasto potworom wydostanie się poza jego granice. Żyją tu potwory najróżniejszej maści: wampiry, sukkuby, czarownice, tytani, dzieci Lilith, elfy, krasnoludy i co wam jeszcze wyobraźnia podpowie. Głównym bohaterem jest Słodki - istota niewiadomego pochodzenia (wraz z rozwojem wydarzeń będziemy odkrywać, kim tak naprawdę jest), która po usunięciu jej ze stanowiska dozorcy w szkole magii za nieuprawnione używanie zaklęć, trafia pod skrzydła miejscowego karczmarza. A jak głosi pewne stare porzekadło: 'najbardziej epickie przygody zawsze rozpoczynają się w karczmie' trafiamy w sam środek życia miasteczka i wraz ze Słodkim, który niebawem zostaje karczmarzem, uczestniczymy w mniej lub bardziej groźnych wydarzeniach. Każdy rozdział to nowa historia i nowy bohater na scenie a wszystko spięte jest postacią Słodkiego i tajemnic wokół jego osoby.
 
Moja przygoda z wydawnictwem Genius Creations zaczęła się naprawdę dobrze. "Redlum" to wciągająca opowieść łącząca strach i tajemnice z czarnym humorem a jak dodamy do tego oryginalne miejsce akcji oraz sympatycznych bohaterów, to otrzymamy naprawdę fajne czytadło (albo "słuchadło" jeśli tak jak ja wybierzecie formę audiobooka). Ale "Redlum" ma do zaoferowania coś więcej niż tylko czystą rozrywkę - to także opowieść o byciu odmieńcem, niechęci do tego, czego nie rozumiemy oraz o trudnej do przełknięcia prawdzie, że czasami potwory mają znaczniej bardziej ludzką twarz niżbyśmy chcieli przyznać a największymi potworami okazują się być ludzie.

Słuchanie audiobooka w interpretacji pana Wojciecha Masiaka to czysta przyjemność. Świetna barwa, dykcja i oczywiście interpretacja. 

P.S. Nie dotarłam wprawdzie do takiej informacji ale czytając tytuł powieści wspak doszłam do wniosku, że autorka musiała być chyba fanką serialu "Z archiwum X" 😉

Moja ocena: 4,5/6

autor: Katarzyna Rupiewicz
tytuł: Redlum
wydawnictwo: Genius Creations 
czas trwania: 8h20min



Karl Ove Knausgard - Jesień

Karl Ove Knausgard - Jesień


Kolejny autor, z którym mam problem.

Nie czytałam chwalonego cyklu "Moja walka" ale dobiegające zewsząd pozytywne opinie skłoniły mnie do wyciągnięcia jednoznacznego wniosku: to musi być mocna i wartościowa proza. Więc gdy trafiam na bibliotecznej półce na pierwszy tom nowej serii dedykowanej nienarodzonej jeszcze córce, biorę bez zastanowienia i jeszcze tego samego dnia zaczynam czytać. I pojawia się zonk.

"Jesień" to zbiór myśli - krótkich form prozatorskich - skierowanych do córki Knausgarda, mającej się narodzić za kilka miesięcy. Cel jest dwojaki: pokazać i wytłumaczyć dziecku świat, na którym się niedługo pojawi ale przede wszystkim ma to też być rodzaj autoterapii dla autora, uchwycenie drobnych elementów codzienności i udowodnienie sobie, że warto żyć.

Problem jest natomiast taki, że myśli, które snuje Knausgard są błahe i zupełnie bez polotu. Wywoływały we mnie konsternację i zażenowanie, że w ogóle poświęcam czas na coś tak trywialnego. Tekstom brakuje nie tylko błyskotliwości, puenty ale i lekkości. Odniosłam wrażenie, że większość z nich rodziła się w bólach, została niejako wymuszona spod palców Knausgarda, który również na siłę starał się nadać swym myślom głębszy sens. Tylko czy pisanie o wymiocinach albo określanie muszli klozetowej mianem 'łazienkowego łabędzia' ma w sobie coś głębokiego? 

Jestem bardzo rozczarowana tą pozycją i uważam, że w ogóle nie powinna ukazać się w formie książki i być tak promowana (zwłaszcza przez tak poważne wydawnictwo). Dla mnie są to teksty, które mogłyby być opublikowane w formie felietonów w jakimś głupiutkim pisemku o modzie. Tam zazwyczaj można spotkać podobnie słabe teksty.

Na marginesie dodam, że zamieszczone w książce grafiki autorstwa norweskiej artystki Vanessy Baird również nie zarezonowały z moim poczuciem estetyki.

Wzięłam z biblioteki kolejny tom cyklu ale wcale nie mam ochoty go czytać.

Moja ocena: 1/6

autor: Karl Ove Knausgard 
tytuł: Jesień 

tłumaczenie: Milena Skoczko
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
liczba stron: 240



Jerzy Pilch - Portret młodej wenecjanki

Jerzy Pilch - Portret młodej wenecjanki


To moje pierwsze spotkanie z prozą Jerzego Pilcha i od razu na wstępie powiem, że nie zaiskrzyło między nami.

Nie potrafiłam znaleźć w tej historii punktu zaczepienia. Wynurzenia podstarzałego faceta wspominającego swoją miłość do bałkańskiej studentki psychologii wydały mi się mało ciekawe a styl wypowiedzi męczący. Niewiele zapamiętałam z tej historii a za kilka dni całość zapewne kompletnie zatrze się w mojej pamięci.

Być może zaczęłam od złej książki, być może trzeba było sięgnąć po wczesną twórczość Pilcha. Na 'wenecjankę' trafiłam w bibliotece i po prostu postanowiłam przeczytać. Nie wykluczam ponownego spotkania z prozą tego autora, choć raczej nie będzie mi spieszno do dalszego jej zgłębiania. Na pewno chcę przeczytać dzienniki Pilcha, bo to gatunek który zawsze mnie kręcił.

Moja ocena: 2/6

autor: Jerzy Pilch
tytuł: Portret młodej wenecjanki
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
liczba stron: 188


Ks. Jan Kaczkowski - Samarytanin, kapelusznice i kot (audiobook)

Ks. Jan Kaczkowski - Samarytanin, kapelusznice i kot (audiobook)


Którejś wrześniowej niedzieli włączyłam sobie taki oto audiobook, który miał mi umilić prasowanie 😉

Jestem osobą niewierzącą i dosyć agresywnie nastawioną wobec instytucji kościoła katolickiego, co nie oznacza jednak, że odrzucam poglądy wszystkich księży. Na palcach jednej ręki mogę policzyć duchownych, których słowa chętnie czytam/słucham a jednym z nich jest zmarły w zeszłym roku ksiądz Jan Kaczkowski.

Cenię go sobie za humor, pogodę ducha, niektóre poglądy stojące w opozycji do nauk kościoła katolickiego oraz brak chęci do moralizatorskiego grzmienia z ambony. Ksiądz Kaczkowski był bardzo ludzki, otwarty na życie i ludzi a przede wszystkim jawił mi się jako człowiek potrafiący rozmawiać na wszelkie tematy bez konieczności obrażania innych czy narzucania swoich poglądów i nawet jeśli z czymś się nie zgadzałam, doceniałam fakt, że Kaczkowski potrafił spokojnie i logicznie wytłumaczyć, czemu uważa tak a nie inaczej.

"Samarytanin, kapelusznice i kot" to zapis rozmowy skupiającej się wokół tematu pomagania. Historia samarytanina oraz postać Jezusa stanowią oczywiście punkt wyjścia do rozważań, jak skutecznie pomagać innym ale nagranie zawiera też sporo wątków pobocznych i trafnych obserwacji z życia wziętych podanych w charakterystyczny dla Kaczkowskiego ironiczny sposób.
Miło było posłuchać, choć tematyka niekoniecznie moja.

Moja ocena: 3/6

autor: ks. Jan Kaczkowski 
tytuł: Samarytanin, kapelusznice i kot
wydawnictwo: RTCK
czas trwania: 1h47min
 

Katarzyna Berenika Miszczuk - Szeptucha [Kwiat Paproci #1]

Katarzyna Berenika Miszczuk - Szeptucha [Kwiat Paproci #1]


Prosto ze świata barwnej i egzotycznej mitologii hinduistycznej przeniosłam się na bardziej rodzime tereny a to za sprawą pierwszego tomu cyklu Kwiat Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk.

"Szeptucha" to historia Gosławy Brzózki, świeżo upieczonej absolwentki Uniwersytetu Medycznego, która zgodnie z tradycją przed rozpoczęciem praktyki lekarskiej musi odbyć roczny staż u wiejskiej szeptuchy. Na co Gosia oczywiście absolutnie nie ma ochoty, zwłaszcza że nie wierzy w żadne wiejskie zabobony a wizja zbierania leczniczych ziółek w pełnym czyhających na nią kleszczy lesie przyprawia naszą bohaterkę o gęsią skórkę. Okazuje się jednak, że szeptucha (pieszczotliwie zwana przez Gosię Babą Jagą) jest całkiem sympatyczna a na dodatek we wsi pojawił się zabójczo przystojny uczeń miejscowego kapłana, co osładza Gosi męki związane z praktyką...

O czymś zapomniałam? Ach tak, bo może nie domyśliliście się tego z powyższego streszczenia ale akcja powieści dzieje się we współczesnej Polsce tyle że.... alternatywnej. Bo okazuje się, że król Mieszko I wcale nie przyjął chrztu a całe stulecia później Polska (przy normalnym rozwoju technologiczno-naukowym) nadal jest krajem pogańskim, gdzie obowiązuje wiara w słowiańskie bóstwa.

Co z tego wyszło? Arcyprzyjemna "słowiańska komedia", pełna zabawnych dialogów, ciapowatych bohaterów (z Gosią na czele) i komicznych zachowań czy sytuacji. To jest książka niesamowicie lekka i przyjemna w czytaniu a jednocześnie zupełnie nie roszcząca sobie praw do bycia nie wiadomo jakich lotów literaturą. Po prostu rozrywka w czystej postaci.

Podobało mi się szalenie! Humor wylawający się z kart "Szeptuchy" jest dokładnie takim rodzajem humoru, który lubię (a niestety w z wiekiem coraz mniej rzeczy mnie śmieszy...) a i cała słowiańska otoczka nie tylko bardzo przypadła mi do gustu ale i rozbudziła apetyt na dalsze zgłębianie motywu wierzeń słowiańskich w literaturze (podczas następnej wizyty w domu rodzinnym koniecznie muszę drapnąć z regału "Starą Baśń"!).

Na koniec dodam jeszcze, że czytanie "Szeptuchy" w komunikacji miejskiej grozi niekontrolowanymi wybuchami śmiechu (a w konsekwencji dziwnymi spojrzeniami współpasażerów) a tak zwane "momenty" (scena kąpieli nago w jeziorze) mogą sprawić, że przegapicie autobus na przystanku, jak mnie się zdarzyło.... 😉😊

Moja ocena: 5/6

autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
tytuł: Szeptucha [cykl Kwiat Paproci Tom 1]
wydawnictwo: W.A.B.
liczba stron: 352
Maja Lidia Kossakowska - Bramy Światłości

Maja Lidia Kossakowska - Bramy Światłości


Są takie książki, które przyciągają nas do siebie w jakiś tajemniczy i niewytłumaczalny sposób. Czasem wystarczy jedno spojrzenie na okładkę, by dany tytuł prześladował nas przez kilka dni, nie pozwalał o sobie zapomnieć, krzyczał do nas ze sklepowych regałów, wyciągał do nas ręce z rozdzierającym krzykiem "Kup mnie! Nie zawiedziesz się!". Po przeczytaniu opisu na okładce wpadłam po uszy, spać po nocach nie mogłam. Klamka zapadła. Będąc przy najbliższej okazji w księgarni bez mrugnięcia okiem kupiłam książkę po cenie okładkowej.

Tak w moim życiu pojawiły się "Bramy Światłości".

To moja pierwsza książka autorstwa Mai Lidii Kossakowskiej, nigdy wcześniej nie miałam przyjemności czytać nic z jej dorobku, choć nazwisko to przewijało się tu i ówdzie i próbowało mnie do siebie przyciągnąć. I dobrze, że w końcu się udało, bo twórczość pani Mai zdaje się być moim wielkim tegorocznym odkryciem literackim!

"Bramy Światłości" należą do cyklu Zastępów Anielskich ale znajomość wcześniejszych tomów nie jest konieczna, ponieważ mamy tutaj do czynienia z zupełnie nową historią. Ogniwem łączącym są bohaterowie. Jeśli ktoś czytał "Żarna Niebios", "Siewcę Wiatru" czy "Zbieracza Burz" z pewnością dostrzega więcej smaczków niż czytelnik, który po raz pierwszy styka się ze Skrzydlatymi, bo zna przeszłość bohaterów.

Ale przejdźmy do treści:
Po nagłym odejściu Pana regentem Królestwa został Gabriel, który z pomocą kilku skrzydlatych braci usiłuje utrzymać w tajemnicy, że tron Jasności jest pusty. Kiedy z jednej ze swoich wypraw badawczych wraca Sereda, uczona Świetlista i informuje, że najprawdopodobniej odkryła miejsce bytności Pana, zostaje zorganizowana ekspedycja badawcza mająca na celu sprawdzenie, czy Pan faktycznie przebywa w Strefach Poza Czasem czy też jest to jedynie pułapka Antykreatora, pana złych mocy. Przywódcą wyprawy zostaje Daimon Frey, Tańczący na Zgliszczach, który nie za bardzo potrafi dogadać się z Seredą...

Jestem tak zachwycona tą prozą, że aż nie wiem, od czego zacząć moje peany! Może od tego, że jestem absolutnie zakochana i odurzona tym, co Maja Lidia Kossakowska skrywa w swoim umyśle a a konkretnie rozbuchaną wyobraźnią i równie nieposkromionym językiem. Światy, które kreuje autorka zapierają dech w piersiach a styl, jakim są opisane powala na kolana. W tym miejscu muszę jednak wskazać na jeden - jakże bolesny dla mnie fakt. To nie jest proza dla każdego. Styl jest na tyle charakterystyczny, że albo pokocha się go od pierwszego zdania albo znienawidzi. Dla wielu czytelników będzie to przykład czystego grafomaństwa i spowoduje natychmiastowy odruch wymiotny zakończony rzuceniem powieści w kąt. I ja to rozumiem. Nie wszyscy muszą wszystko lubić. Ja jednak pokochałam tę prozę całym sercem, idealnie rezonuje z moim postrzeganiem świata i poczuciem humoru, jest tak bardzo "moja".

W "Bramach Światłości" autorka przenosi swoich skrzydlatych bohaterów do oszałamiająco barwnego i magicznego świata hinduskich wierzeń i mitów. To właśnie te egzotyczne krainy przemierzają członkowie ekspedycji w poszukiwaniu Jasności a wraz z nimi i czytelnik, odurzony mnogością bóstw, krajobrazów i obyczajów. Na końcu książki znajduje się glosa z alfabetycznie ułożonymi terminami z mitologii hinduskiej, ułatwiająca orientację w tym mało znanym dla nas świecie.

Czy powieść, nad którą tak pieję z zachwytu posiada jakieś wady? Nie da się ukryć, że tak. Przyznaję bez bicia, że ilość scen walki była dla mnie zdecydowanie zbyt duża, czego konsekwencją było ostudzenie mojego początkowego zapału do czytania "Bram Światłości" o każdej porze dnia i nocy. W pewnym momencie robi się nieco nudnawo i przewidywalnie - wystarczy, że ekspedycja trafi do nowej krainy i właściwie od razu wiadomo, że trzeba będzie z kimś walczyć. Wolałabym aby Kossakowska inaczej rozwiązała problem "trudności na szlaku". 

Podczas czytania przez cały czas nie opuszczała mnie myśl, że byłby z tej powieści świetny serial - pod warunkiem jednak że nie kręciliby go Polacy. 😉

"Bramy Światłości" to moja pierwsza kandydatka do miana 'Książki Roku' i choć zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim przypadnie ona do gustu, to mino wszystko polecam bardzo mocno!!! 

Moja ocena: 6/6
 
autor: Maja Lidia Kossakowska
tytuł: Bramy Światłości. Tom 1
wydawnictwo: Fabryka Słów
liczba stron: 512
Podsumowanie lipca i sierpnia

Podsumowanie lipca i sierpnia



Okres wakacyjny zakończyłam wprawdzie skromnie jeśli chodzi o ilość przeczytanych pozycji ale były to książki (w zdecydowanej większości) na tyle dobre, że z całą pewnością trafią do pierwszej dziesiątki najlepszych książek tego roku. 

Przeczytane w lipcu i sierpniu:

1. Elżbieta Jackiewiczowa "Tancerze"
2. Anna Bikont, Joanna Szczęsna "Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej"
3. Gangaji "Diament w twojej kieszeni"
4. Anna Ciesielska "Filozofia zdrowia"
5. Maja Lidia Kossakowska "Bramy Światłości. Tom 1"

Recenzja tej ostatniej już wkrótce.


W tym roku oglądamy z Lubym bardzo mało filmów, królują zdecydowanie seriale. Ostatnimi czasy żaden tytuł nie przyciąga nas na tyle mocno, byśmy zapragnęli czym prędzej go obejrzeć. Jednym z filmów, który przyciągnął moją uwagę była chwalona animacja "Czerwony żółw" (reż. Michael Dudok de Wit) - refleksyjna przypowieść o rozbitku na bezludnej wyspie. Pod względem wizualnym nie są to moje klimaty, skromna i surowa kreska de Wita nie robi na mnie wrażenia ale doceniam warstwę merytoryczną tej produkcji oraz płynące z niej przesłanie, czytelne dla ludzi bez względu na wiek i kulturę, w której się wychował. Przez całe 80 minut nie pada ani jedno słowo, co także czyni ten film zrozumiałym dla każdego. A czym jest tytułowy czerwony żółw? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam - czy jest to uosobienie Boga, odwiecznego porządku natury a może ludzkiego geniuszu?
Bardzo rozczarowała mnie za to "Okja" (reż. Joon-ho Bong), która okazała się być filmem mocno przerysowanym w swoim absurdzie. Rozumiem, co chcieli przekazać twórcy ale ironiczno-prześmiewcza konwencja, jaką wybrali okazała się być szkodliwa dla całości. Nie zapałałam sympatią do żadnego z bohaterów, nawet tych pozytywnych. Najbardziej irytowała mnie azjatycka dziewczynka - opiekunka Okji, która zachowywała się kompletnie bezrefleksyjnie jak trzyletnie dziecko, któremu zabrano zabawkę i teraz ono musi krzyczeć i kopać wszystko dookoła, żeby okazać swoje niezadowolenie. Według mnie - nie wyszło. 
Anna Ciesielska - Filozofia zdrowia

Anna Ciesielska - Filozofia zdrowia


Od kilku tygodni odkrywam zupełnie nowe dla mnie lądy. Przenoszę się czytelniczo do starożytnych Chin, gdzie pani Anna Ciesielska wprowadza mnie w fascynujący świat Tradycyjnej Medycyny Chińskiej i zasad Pięciu Przemian wywodzących się z filozofii Tao. Temat ten interesuje mnie od wielu lat, choć dopiero od niedawna postanowiłam zająć się nim bardziej serio.
Nie spieszę się z lekturą książek pani Anny, powoli chłonę ogrom wiedzy, starając się dokładnie wszystko zrozumieć. Każdy wieczór zamienia się w niesamowitą przygodę a ja z dziecięcą niemal radością chłonę wszystkie nowe informacje. Cieszy mnie możliwość rozwoju, samokształcenia. Zawsze lubiłam zdobywać nową wiedzę, 'dokarmiać' umysł.

W tradycyjnej medycynie chińskiej profilaktyka zdrowia polega przede wszystkim na utrzymaniu prawidłowego krążenia energii chi w kanałach akupunkturowych. Można tego dokonać albo poprzez zabiegi akupunktury albo znacznie prościej - spożywając odpowiednie posiłki przygotowane według reguł Pięciu Przemian.
 
Teoria Pięciu Przemian jest absolutnie fascynująca, to nie tylko zasady odnoszące się do pożywienia, teoria ta znajduje swoje potwierdzenie także w przyrodzie i jej zmianach, w ludzkiej anatomii a nawet w psychologii i emocjach (pani Ciesielska powoli pisze czwartą książkę poświęconą emocjom według Pięciu Przemian właśnie). 

W swojej pierwszej książce Anna Ciesielska w bardzo przejrzysty sposób wyjaśnia czytelnikowi zasady działania Pięciu Elementów oraz opisuje czynniki wpływające na równowagę energii jin-jang w organiźmie ludzkim. Wyjaśnia funkcje głównych narządów według filozofii taoistycznej, powiązania między nimi oraz wpływ natury (energii) pożywienia na ich funkcjonowanie.

Po wprowadzeniu czytelnika w zasady działania Pięciu Przemian autorka przechodzi do opisu najczęstszych chorób i dolegliwości w odniesieniu do zaburzeń przepływu energii oraz do charakterystyki poszczególnych produktów spożywczych i ich natury. Na koniec autorka serwuje nam sporo przepisów kulinarnych na potrawy przygotowane zgodnie z zasadą Pięciu Przemian a więc zrównoważone energetycznie.

Bardzo zdziwiły mnie opinie innych recenzentów, jakoby była to pozycja skomplikowana i trudna do zrozumienia. Oczywiście wiele zależy tu od oczytania danej osoby, od wiedzy jaką posiada w danym temacie, jednak ja nadal obstaję przy tym, że książka napisana jest prosto i przejrzyście, co nie znaczy, że nie wymaga odrobiny umysłowego zaangażowania od czytelnika.

Dla mnie była to bardzo odświeżająca umysł lektura, zwłaszcza że stoi w opozycji do popularnych i zalecanych w dzisiejszych czasach diet i zupełnie inaczej podchodzi do profilaktyki zdrowia. Niektóre zalecenia pani Ciesielskiej mogą budzić zdziwienie a nawet kontrowersje, zawsze idzie jednak za nimi logiczna argumentacja i powoływanie się na oddziaływanie klimatu, w którym żyjemy. Część zasad charakterystycznych dla odżywiania według Pięciu Przemian stosuję właściwie od zawsze, tak jakby mój organizm sam dawał mi znaki, co jest dla niego korzystne a co nie.

"Filozofia zdrowia" całkowicie skradła mi serce i duszę, z całą pewnością znajdzie się w pierwszej piątce najlepszych lektur tego roku. Polecam bardzo!

Moja ocena: 6/6

autor: Anna Ciesielska
tytuł: Filozofia zdrowia
wydawnictwo: ANNA
liczba stron: 248
Nowości na moich półkach

Nowości na moich półkach

Sierpień dobiega końca, pora więc na letnią edycję nowości w moim księgozbiorze! Większość zakupiona na portalu czytam.pl ale jest też kilka pozycji upolowanych w Biedronce.

Zaczynamy od kategorii przyrodniczej:


A tutaj książki kulinarno-urodowo-zdrowotne:


I na koniec jedna powieść i poradniki:


Ciepłej i zaczytanej końcówki lata Wam życzę!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2009-2017 Zacisze Literackie , Blogger