Czytelnicza zabawa - losowanie na marzec

Czytelnicza zabawa - losowanie na marzec


Okoliczności mi sprzyjają - w związku z epidemią koronawirusa od wczoraj siedzę w domu. I mam mnóstwo czasu na czytanie 😁 Jest więc szansa, że nadrobię zaległości.

Na marzec wylosowałam sobie bardzo pojemną kategorię - klasyka światowa. To nie tylko literatura XIX wieku (choć pierwsze co przychodzi na myśl to właśnie ten okres), to literatura od zarania dziejów po współczesność. To także literatura dziecięca, także fantastyka (np. Tolkien). Mam w czym wybierać.

Pozycje ze zdjęcia poniżej to zaledwie ułamek z mojej biblioteczki - część książek, które mam u siebie w mieszkaniu. Jeszcze raz tyle (jak nie więcej) jest w domu rodzinnym.

TBR na marzec

TBR na marzec


Plan jest taki: ponieważ luty był bardzo słabym miesiącem pod względem czytelniczym i nie udało mi się przeczytać wszystkich książek z lutowego tbr-u, przechodzą one na marzec. W tym miesiącu czytam wyłącznie zaległości - jedynym wyjątkiem będzie książka do nowo wylosowanej kategorii (losowanie jeszcze przede mną a więc w momencie, kiedy powstaje ta notka, nie wiem jeszcze co będę czytać ani na jaki temat).
Mam nadzieję, że uda mi się nadrobić zaległości i w kwietniu wyjdę już na prostą.

Do nadrabiania mam sporo:

Jeszcze ze stycznia pozostał mi ebook "Mroczniejszy odcień magii". Czytam go wyłącznie w drodze do pracy, stąd dobrnięcie do końca nieco się dłuży (książka ma ponad 400 stron a ja nie jeżdżę dłużej niż 20 minut).

Dalej czytam "Emmę" - mam z tą książką wzloty i upadki, raz wciąga na maksa, by po chwili nieco znużyć. Ale generalnie czyta się dobrze.

18.03. mam termin oddania książek do biblioteki, więc koniecznie biorę się czym prędzej za "Drakulę" i "Dwór Cierni i Róż".

Do nadrobienia pozostaje też klasyka dziecięca czyli "Król Maciuś Pierwszy" oraz książka do wylosowanej kategorii na luty (polska fantastyka) - mój wybór padł na "Okup krwi" Marcina Jamiołkowskiego (jestem w połowie - super powieść!).
Podsumowanie lutego - lutowy wrap-up

Podsumowanie lutego - lutowy wrap-up


Poprzednia notka pojawiła się na blogu miesiąc temu. MIESIĄC!!! Gdzie się podziały te 30 dni? No gdzie?
A tak na serio: nie ma mnie tu, bo jestem gdzie indziej. Jak znajdę metodę wydłużenia doby do 72 godzin, to z pewnością tu wrócę. Mój umysł zajęty jest zupełnie innymi sprawami, na czytanie mam czas, ochotę i siłę tylko rano w drodze do pracy. Więc luty był czytelniczo baardzo słaby.

Przeczytałam trzy książki i wysłuchałam jednego audiobooka . To nie jest super wynik, choć dla mnie ważne jest, że W OGÓLE CZYTAM.

Pierwszą lutową lekturą było "Słońce też jest gwiazdą" Nicoli Yoon. Baaardzo fajna młodzieżówka o ciekawej, takiej życiowej tematyce i co dla mnie najważniejsze - z inteligentnymi, myślącymi bohaterami!

Z okazji Międzynarodowego Dnia Palących Fajkę (przypadającym na 20.lutego) zapoznałam się wreszcie z książkowym Sherlockiem Holmesem! Mam jednak mieszane uczucia wobec "Studium w szkarłacie", szerzej moje wrażenia opiszę w recenzji.

Skończyłam także zbiór poezji Rabindranath Tagorego. Wspaniałe doświadczenie!

Udało mi się nareszcie rozpocząć Sagę Księżycową Marissy Meyer! Wysłuchałam "Cinder" w interpretacji Doroty Segdy i chcę więcej!!!

Filmowo było lepiej niż w styczniu, Oscary mobilizują do oglądania 😉 Miesiąc rozpoczęłam z najnowszą odsłoną Baranka Shauna czyli Farmageddonem. Oglądało się przyjemnie ale to nie będzie moja ulubiona część przygód stada owiec.
Jako fanka Batmana oczywiście musiałam obejrzeć "Jokera". To bardzo dobrze nakręcony i świetnie zagrany film. Nie spodziewałam się, że tak mną wstrząśnie. Po seansie obejrzałam na youtube jakiegoś gostka, który tłumaczył ruchy kamery w filmie i wykorzystaną kolorystykę - i jeszcze bardziej doceniłam ten film. Żałuję, że nie otrzymał Oscara w kategorii film roku, bo "Parasite", choć ogółem mi się podobał, nie zasłużył moim zdaniem na zwycięstwo. A może ja po prostu nie do końca rozumiem kino koreańskie?
Totalną klapą okazał się dla mnie "Jojo Rabbit". Jako germanistka z wykształcenia (ze specjalizacją w Holocauście i III Rzeszy) uwielbiam śmiać się z nazistów. Ale wiecie, to musi być humor na poziomie. Tymczasem twórcy "Jojo Rabbit" serwują nam III Rzeszę w sposób tak płytki i prymitywny, że nie byłam w stanie ani razu zaśmiać się na filmie. Patrzyłam jedynie z zażenowaniem na to, co działo się na ekranie. Jestem na nie. Sama historia opowiedziana w filmie też nie wzbudza emocji - nie ma w niej nic nowego, nic niezwykłego. Okres panowania Hitlera był już tyle razy przerabiany w literaturze, filmie, teatrze, w sztuce, że naprawdę ciężko jest opowiedzieć coś, co wniesie do tego kawałka historii nieco powiewu świeżości. Jak do tej pory to zdecydowanie najsłabszy film obejrzany w tym roku.
Podsumowanie stycznia - styczniowy wrap-up

Podsumowanie stycznia - styczniowy wrap-up


W styczniu udało mi się przeczytać 7 książek, z czego aż cztery z własnej półki. Uważam, że to bardzo dobry wynik!

Chyba o wszystkich tytułach udało mi się napisać na blogu choćby krótką notkę. Nowy rok rozpoczęłam wraz z Dominiką Dworak i "Wracając do siebie". Książka nieco mnie rozczarowała ale w ogólnym rozrachunku nie było aż tak źle. To że ja okazałam się nieodpowiednią czytelniczką wcale nie znaczy, że książka jest bezwartościowa i nie znajdzie osób, które zachwyci.

Przed Dniem Kubusia Puchatka udało mi się przeczytać obie książki A.A. Milne i stwierdzić, że to jedne z lepszych antydepresantów świata.

Z audiobooków wysłuchałam "Czerwień rubinu" Kerstin Gier, młodzieżówkę z jednym z moich ulubionych motywów literackich: podróżami w czasie. Mam wiele zastrzeżeń do głównej bohaterki ale pomysł na fabułę sam w sobie nie jest zły, więc będę kontynuować serię.

"Oczy uroczne" Marty Kisiel okazały się być (podobnie jak "Dożywocie" - moja książka roku 2017) niezawodnym poprawiaczem humoru. A duet Bazyl + Michałko to moja książkowa Para Roku! 😉

Moje duchowe alter ego odnalazłam w Agnieszce Krzyżanowskiej i jej książce "Żyj po swojemu. Jak zwolnić w szybkim świecie". Czułam jakbym czytała napisane przeze mnie słowa.

A "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" Mary Ann Shaffer i Annie Barrows przypomniało mi jak ogromną frajdę daje czytanie książek, zwłaszcza takich, które opowiadają o innych ludziach, którzy kochają literaturę 💖


W styczniu obejrzałam jeden film - "Spirited Away. W Krainie Bogów", który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Długo się zbierałam do seansu, chyba kilka lat. Nie wiem czemu ale ubzdurałam sobie, że fabuła jest o czymś zupełnie innym i jakoś ciągle odwlekałam seans. Oprócz fabuły zadziwiło mnie jeszcze jedno - jak wiele jest tutaj nawiązań do kultury Zachodu. Podobało mi się szalenie!

Udało się za to obejrzeć aż pięć seriali: czwarty sezon "The Expanse" - jeśli ktoś lubi inteligentne sci-fi to polecam. Nowa adaptacja "Draculi" narobiła sporo szumu w internetach i podzieliła widzów na tych zachwyconych i rozczarowanych. Ja zaliczam się do pierwszego grona i planuję dłuższą notkę na temat trzyodcinkowego serialu. Marcin Meller na swoim facebooku polecał gorąco serial kryminalny z 2015r "Disparue" (Zaginiona). Kiedy przeczytałam, że to francuska odpowiedź na "Broadchurch" (który wielbię), nie było bata, trzeba było obejrzeć!!! Osiem odcinków połknęliśmy w dwa dni, już dawno tak się nie emocjonowałam na serialu! Będzie osobny wpis!
Ostatnim serialem była produkcja BBC "Blue Planet II". Uwielbiam podmorski świat, mogłabym patrzeć na niego godzinami. Arcyciekawa produkcja, zainspirowała mnie do poszukania jakiejś fantastycznej powieści, której akcja dzieje się w podwodnym świecie.

W styczniu udało mi się zorganizować jeszcze jedną rzecz - totalną reorganizację mojej biblioteczki. Do tej pory książki miałam ułożone na regałach jak leci, bez ładu i składu. Znalezienie czegokolwiek wiązało się z godzinnym przekopywaniem się przez warstwy książek na półce, dostawianiem drabiny, kurwieniem na cały świat a w ostatecznym rozrachunku okazywało się, że dany tytuł mam w domu rodzinnym a nie tutaj. Wywoływało to we mnie gigantyczną frustrację a także niepewność podczas zakupów: czy ja już mam ten tytuł Murakamiego czy mogę go dodać do koszyka? A żeby to sprawdzić... patrz kilka linijek wyżej. 😤 Zawsze powtarzałam sobie, że jak tylko kupię w końcu własny dom, będę miała dużą biblioteczkę, gdzie wszytko będzie ułożone tematycznie i nie będę miała problemu ze znalezieniem czegokolwiek. Problem jest jednak taki, że zakup domu sporo się opóźnia a poziom mojej frustracji z dnia na dzień się zwiększał. Powiedziałam więc sobie: a po co czekać na dom? Czemu nie pracować z tym, co już mam? I tak wraz z nowym rokiem zaczęła się moja porządkowa odyseja. Porządki trwały miesiąc, choć największą robotę odwaliłam w tydzień. Potem przez mniej więcej trzy tygodnie dumałam nad kilkudziesięcioma książkami - do jakiej kategorii je przypisać czy może stworzyć nową? Książki układałam na półkach tematycznie. Fantastyka, klasyka, literatura krajów niemieckojęzycznych, poradniki, literatura polska, brytyjska, amerykańska, kryminały, literatura Ameryki Południowej, literatura Chin, Japonii i Korei, Afryka subsaharyjska, kraje arabskie itp. Serie razem (np. Uczta Wyobraźni), autorzy razem jeśli mam wiele ich książek (Kasia Miller, Haruki Murakami, Carlos Ruiz Zafon, Lucy Maud Montgomery, Siesicka, Musierowicz), wydawnictwa razem (Genius Creations, Słowo obraz terytoria).
Co mi dała ta reorganizacja? Przede wszystkim święty spokój. Już się nie denerwuję, że czegoś nie mogę znaleźć. Przypomniałam sobie wszystkie tytuły, które mam a wierzcie mi, o niektórych na śmierć zapomniałam 😌 Poza tym inne ułożenie książek na półkach sprawiło, że jakimś cudem mam o wiele więcej miejsca na regałach niż przedtem... Kolejnym krokiem będzie powolne zwożenie tutaj książek, które zostały w domu rodzinnym. Ale na to daję sobie czas do końca roku.

Czytelnicza zabawa - losowanie na luty

Czytelnicza zabawa - losowanie na luty


Aby czytać więcej książek z własnych półek, wymyśliłam sobie w tym roku zabawę, która ma mnie do tego zachęcić. Co miesiąc losuję jedną kategorię, do której wyszukuje wśród własnego księgozbioru pasujące tytuły. I je czytam oczywiście. Musi to być minimum jedna książka w miesiącu, może być więcej.

Na luty wylosowałam kategorię "polska fantastyka". Mam spore pole do popisu, bo oprócz pięciu fantastycznych książek, które posiadam w obecnym mieszkaniu, pasuje mi tu jeszcze jakieś 90% powieści z wydawnictwa Genius Creations.


Nie wiem jeszcze, na który tytuł się zdecyduję, choć przyznam, że jeden przyciąga mnie do siebie jak magnes 😉 O moim wyborze dowiecie się za miesiąc a jeśli ktoś zagląda na mojego instagrama to pewnie nieco wcześniej 😉
TBR na luty

TBR na luty


Na luty nie mam zbyt ambitnych planów czytelniczych. To krótki miesiąc a mam jeszcze kilka spadkowych pozycji ze stycznia, więc starałam się nie wybierać zbyt grubych książek.

Zacznijmy więc od "spadków": na luty przechodzi "Mroczniejszy odcień magii", który czytam jako ebook w drodze do pracy (już w styczniu pisałam, że nie przeczytam tych 400 stron w jeden miesiąc i miałam rację - jestem dopiero w połowie). Powoli podczytuję też sobie poezje Rabindranath Taborego, w lutym powinnam skończyć. I ostatnią pozycją, która przechodzi na ten miesiąc jest "Emma" - w styczniu udało się przeczytać niecałą połowę.

Z biblioteki przytargałam "Dwór Cierni i Róż", zobaczymy czy panujący wokół tej książki/serii szał mnie też ogarnie czy pozostanę raczej chłodna. "Słońce też jest gwiazdą" to młodzieżówka ale całkiem sensowna. Zaczęłam wczoraj czytać i na razie bardzo mi się podoba. Zaś "Dracula" to efekt obejrzanego serialu. Adaptacji tej książki widziałam sporo, natomiast dopiero serial zachwycił mnie na tyle, że pobiegłam co tchu do biblioteki, by wypożyczyć książkowy pierwowzór. "Król Maciuś Pierwszy" i kontynuacją są wynikiem ciekawości na temat Korczaka, o którym czytałam niedawno jakiś stary wywiad z Joanną Olczak-Ronikier (która napisała jego biografię). Poza tym jest to część mojego kolejnego planu czytelniczego na ten rok a mianowicie czytanie więcej klasyki, także tej dziecięcej.

Z audiobooków będę słuchać "Cinder". W styczniu zabrakło na nią czasu, jednak w tym miesiącu wysłucham jej na 100%, zwłaszcza, że nie mam na razie pod ręką żadnego innego audiobooka. 

Dojdzie jeszcze (minimum) jedna pozycja z mojej biblioteczki do wylosowanej na ten miesiąc kategorii. Ja już tę kategorię znam a was zapraszam do jej odsłony już jutro.

Mary Ann Shaffer, Annie Barrows - Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek

Mary Ann Shaffer, Annie Barrows - Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek


To druga książka przeczytana przeze mnie w ramach mojej prywatnej tegorocznej zabawy czytelniczej (więcej tutaj). Jako że "Stowarzyszenie..." jest napisane w formie listów, idealnie wpisało się w kategorię "List do ciebie".

Rzecz dzieje się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Główną bohaterką powieści jest Juliet, młoda dziennikarka i pisarka, która pewnego dnia dostaje list od mężczyzny z wyspy Guernsey, w którego posiadaniu znalazła się jedna z książek z jej księgozbioru. Dawsey pisze do Juliet licząc na jej pomoc z zakupie innych dzieł autora książki, jako że na wyspie księgarnie nie są tak dobrze zaopatrzone jak w Londynie. W jednym z listów Dawsey zdradza Juliet historię powstania na okupowanej przez Niemców wyspie "Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" a ta, zafascynowana tym przedsięwzięciem, zaczyna korespondować z innymi mieszkańcami Guernsey a w końcu przypływa na wyspę, by wszystkich poznać osobiście i napisać o nich książkę.

Nudne? Sztampowe? Nic z tych rzeczy! Przyznam, że rzadko traktuję serio okładkowe blurby i zachwalania słynnych osób polecających dany tytuł. W przypadku "Stowarzyszenia..." zgadzam się ze wszystkim, co napisała Elizabeth Gilbert a książka niemal od pierwszych stron trafiła w poczet powieści bliskich memu sercu.

Co mnie zatem tak zachwyciło?

Po pierwsze ludzie.  Członkowie stowarzyszenia a także kilkoro innych wyspiarzy zostali przedstawieni tak barwnie, że ma się wrażenie, iż to prawdziwe osoby a nie fikcyjne postaci literackie. Większość z nich jest tak sympatyczna i serdeczna, że czytając powieść czułam, jakbym zyskiwała nowych przyjaciół.

Po drugie: książki. A właściwie miłość do nich i co dzięki niej może się narodzić. Z uśmiechem na ustach czytałam o wyborach literackich członków stowarzyszenia i rozpierała mnie prawdziwa duma, gdy książka odmieniała życie czytelnika. Zwłaszcza, że wielu członków stowarzyszenia nie miało wcześniej do czynienia z literaturą, wielu z nich dzięki czytelniczemu klubowi po raz pierwszy przeczytało książkę! Poza tym po prostu dobrze się czułam wśród osób potrafiących docenić słowo pisane i całym sercem rozumiałam Juliet i jej powody odrzucenia zaręczyn Roba Dartry'ego (zrobiłabym to samo!!!)

Po trzecie: historia wyspy Guernsey pod okupacją niemiecką. Kiedy zaczynałam pisać streszczenie treści, początkowo chciałam napisać: "To historia Juliet..... bla bla bla". Ale to nie jest historia Juliet, choć jest ona jedną z ważniejszych postaci w książce. To przede wszystkim opowieść o mieszkańcach wyspy i o wojnie/okupacji widzianej ich oczami. No bo powiedzcie sami - co wy wiecie o okupacji niemieckiej na Guernsey? Ba, co wy w ogóle wiecie o Guernsey??? O okupowanym Londynie można przeczytać wiele ale losy wyspy pomiędzy Anglią a Francją były mi do tej pory kompletnie nieznane. Autorki książki pokazują na przykładzie wyspiarzy, że wojna nie dzieli ludzi na dobrych i złych, czarnych i białych. Że nie wszystko jest takie, jakie na pierwszy rzut oka wydaje się być. Że nie każdy Niemiec jest zły a i wśród Brytyjczyków/Guernseyczyków zdarzają się kolaboranci. Poza tym wojna nie przynosi wyłącznie cierpienia, zdarzają się też chwile radości (jeśli oczywiście chce się je dostrzec). 

I po czwarte: forma w jakiej podana jest nam cała opowieść czyli listy. W dzisiejszych skomputeryzowanych czasach rzecz nieomal zapomniana. Czytałam zachłannie, jakbym sama była ich odbiorcą.

Książka podzielona jest na dwie części. Pierwszą połknęłam zachłannie, drugą zaś (w której Juliet przybywa na wyspę) czytałam już nieco wolniej. Wydaje mi się, że to przez patos związany z osobą Elizabeth, który zwyczajnie zaczął mnie nużyć.

"Stowarzyszenie Miłośników...." to powieść od której robi się cieplej na sercu. Zachwyciła mnie bezbrzeżnie.  "Może książki mają jakiś instynkt, który prowadzi je do właściwych czytelników?" zastanawia się Juliet w jednym z listów. Ja nie mam co do tego wątpliwości i myślę, że Juliet i Dawsey przyznaliby mi rację 😉

Moja ocena 6/6 

autor: Mary Ann Shaffer, Annie Barrows
tytuł: Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek
tytuł oryginału: The Guernsey Literary And Potato Peel Pie Society
tłumaczenie: Joanna Puchalska
wydawca: Świat Książki
liczba stron: 256


Marta Kisiel - Oczy uroczne (audiobook)

Marta Kisiel - Oczy uroczne (audiobook)


Kiedy w 2018r przeczytałam opowiadanie "Szaławiła" miałam bardzo mieszane uczucia. Nie polubiłam bohaterów. Oda i Roch wydali mi się niezbyt interesujący a czort Bazyl zamiast śmieszyć, irytował.

Odgrażałam się jednak, że po powieść-kontynuację sięgnę i oto jestem już po lekturze. Jak było? Wbrew delikatnym obawom: szał(awił)owo 😉  

To ta sama Marta Kisiel, którą poznałam dzięki "Dożywociu". Humor w tej książce jest obłędny i dobrze radzę nie czytać jej podczas jedzenia - grozi udławieniem ze śmiechu (wiem, co mówię!).

O ile Oda i Roch nadal nie wzbudzają we mnie cieplejszych uczuć, o tyle druga para bohaterów czyli czort Bazyl i jego niańka Michałko to duet absolutnie idealny i gdybym robiła na koniec roku jakieś zestawienia najlepszych scen/bohaterów/motywów literackich, nie mieliby żadnej konkurencji w kategorii "Para roku" 😉 Bazyl jest przekomiczny z tą swoją torebeczką przewieszoną przez ramię i "czortowską" wersją polszczyzny (te wszystkie dż, cz, sz) a Michałko pełni w powieści tę samą rolę co Panicz w "Dożywociu" czyli wystarczy że tylko pojawi się na horyzoncie a mi się gęba śmieje od ucha do ucha. A w scenie, w której Bazyl konwersując z Michałkiem stwierdza, że ten jest jego "przyczupasem" tak ryknęłam śmiechem, że  o mało nie udławiłam się przełykanym w tym samym momencie makaronem. Dobrze radzę - nie jedzcie nic podczas czytania 😉

Bardzo podoba mi się w tej powieści motyw wierzeń pogańskich związanych z przesileniem zimowym. To wokół nich osnuta jest fabuła. I całym sercem doceniam i przyklaskuję pomysłowi Ałtorki na przedstawienie różnych dziwnych stworków/dożywotników jako bandy rozrabiających dzieciaków aniżeli potworów, których należy się bać. Sama chętnie bym kilku przygarnęła 😁

Na koniec chciałabym koniecznie pochwalić lektorkę czyli Annę Kutkowską. "Oczy uroczne" w jej interpretacji może nie zachwyciły mnie jak Aleksandra Szwed czytająca "Dożywocie" ale słuchało mi się jej bardzo przyjemnie. Zwłaszcza sceny z "polszczyżną" Bazyla!

Polecam, polecam, polecam!

Moja ocena: 5/6

autor: Marta Kisiel
tytuł: Oczy uroczne 
czyta: Anna Kutkowska

czas trwania: 8h 49min
 







autor: Marta Kisiel  
tytuł: Oczy uroczne
wydawnictwo: Uroboros 
liczba stron: 320
Agnieszka Krzyżanowska - Żyj po swojemu. Jak zwolnić w szybkim świecie

Agnieszka Krzyżanowska - Żyj po swojemu. Jak zwolnić w szybkim świecie


Przeczytałam w miniony weekend cudowną książkę Agnieszki Krzyżanowskiej, autorki bloga Agnes on the cloud (który równie kocham!). Chłonęłam treść całą sobą, niemal na jednym wdechu. I nie mogłam przestać się dziwić, że oto spotkałam człowieka, który myśli i czuje dokładnie jak ja. Nieustannie miałam wrażenie, że czytam własne myśli przelane na papier.

"Żyj po swojemu" jest dla mnie pozycją szczególną. Napisaną prosto, pięknie, z serca. Nie ma tu zadęcia, moralizatorstwa, stawiania się na wyższej pozycji. Jest przyglądanie się światu i sobie ale nie z perspektywy osoby pędzącej przez życie, zestresowanej, nie mającej na nic czasu. Autorka stoi spokojnie w miejscu, obserwuje z boku gnający przed siebie świat i uświadamia nam, jak bardzo nasze poglądy, marzenia i wartości wcale nie są nasze. To książka otwierająca oczy na wszechobecny marketing i tak zwaną "kulturę", która ograbia nas z myślenia i poczucia szczęścia.Współczesnemu człowiekowi brakuje przede wszystkim umiejętności krytycznego myślenia i poddawania w wątpliwość rzeczy, które go otaczają a raczej które są mu umiejętnie i celowo podtykane pod nos.




Miałabym ochotę kupić kilkanaście egzemplarzy i obdarowywać nimi rodzinę i znajomych.
Przeczytajcie proszę tę książkę! To powinna być obowiązkowa lektura dla każdego współczesnego człowieka!

Moja ocena 6/6

autor: Agnieszka Krzyżanowska
tytuł: Żyj po swojemu. Jak zwolnić w szybkim świecie
wydawca: Pascal
liczba stron: 239


Kerstin Gier - Czerwień rubinu (Trylogia Czasu #1) audiobook

Kerstin Gier - Czerwień rubinu (Trylogia Czasu #1) audiobook


Czasami zastanawiam się, po co ja w ogóle sięgam po te młodzieżówki (czy też literaturę young adult jak to się teraz określa...), skoro dobrą opinię mam o jednej na sto...

Ogólnie rzecz biorąc to nie była aż taka zła powieść. Bez bólu odpalałam audiobooka podczas sprzątania, aby coś tam brzęczało w słuchawkach i umilało mi wykonywanie czynności, za którymi niespecjalnie przepadam. Znalazły się jednak kwestie, które nie do końca mi odpowiadały (choć nie wszystkie z winy autorki czy książki samej w sobie). Ale może najpierw kilka słów na temat fabuły.

Gwendolyn Sheperd ma 16 lat, żyje we współczesnym Londynie i jest typową nastolatką z typowymi dla tego okresu problemami. Członkowie jej rodziny nie poświęcają jej zbyt dużo uwagi skupiając się na jej kuzynce Charlottcie, która ponoć urodziła się z genem umożliwiającym podróże w czasie i teraz bierze udział w najróżniejszych szkoleniach mających na celu ułatwienie jej przemieszczania się po różnych epokach. Pewnego dnia okazuje się jednak, że to Gwen posiada ów gen i niespodziewanie przenosi się kilka razy o sto lat wstecz. Od tej chwili trzeba działać szybko i wtajemniczyć Gwen w "sprawy rodzinne" - okazuje się, że istnieje całe tajne bractwo kontrolujące  podróże w czasie a jednym z jego członków jest przystojny Gideon de Villiers. Ta dwójka będzie musiała wypełnić niebezpieczną misję w XVIII wieku a przy okazji nawiąże kontakt z Lucy i Paulem - jedynymi poza Gwen i Gideonem żyjącymi podróżnikami, którzy wiele lat temu uciekli w przeszłość razem z chronografem (wehikułem czasu)...

To nie jest tak do końca zła powieść. Zawiera jeden z moich ulubionych motywów literackich czyli podróżne w czasie, które przedstawione są całkiem ok. Podoba mi się idea bractwa i linii dwunastu podróżników (6 kobiet i 6 mężczyzn), z których do każdego przypisany jest jeden etap w procesie alchemii, jeden kamień szlachetny, jedno zwierzę i jeden dźwięk.

Mój podstawowy problem wiąże się z główna bohaterką. Słuchałam audiobooka czytanego przez panią Małgorzatę Lewińską i niestety zauważyłam, że nie do końca odpowiada mi jej sposób interpretacji bohaterki. Gwendolyn jawi mi się jako osoba antypatyczna, opryskliwa i naprawdę trudna do polubienia. Początkowo myślałam, że to może wina jej wieku - w końcu nastolatki z racji burzy hormonów i zwykłego braku doświadczenia w życiu zachowują się dziwnie, niedojrzale, nie bardzo orientują się, co się dookoła nich dzieje. Całkiem niedawno słuchałam jednak innego audiobooka (też młodzieżówki) również czytanego przez panią Lewińską i niestety odczucia co do głównej postaci miałam te same. Czyli winę zrzucam w tym przypadku na karb lektorki, która swoją interpretacją, modulacją głosu sprawia, że czytanych przez nią bohaterów zwyczajnie nie da się polubić.

Jest jednak jedna cecha Gwen, której nie mogę zdzierżyć i nie ma to nic wspólnego z lektorką. Otóż według mnie Gwendolyn jest po prostu głupia. Ja naprawdę starałam się obarczyć za to winą lektorkę ale im dalej w powieść, im dalej brnęliśmy w fabułę i nowe wątki, tym iloraz inteligencji panny Gwen zmniejszał się w moich oczach. Ja rozumiem, że jak się ma 16 lat, to może nie jest się orłem w każdej dziedzinie, ale JAKĄŚ PODSTAWOWĄ WIEDZĘ o świecie powinno się mieć. Gwendolyn tymczasem mogłaby bez problemu wystąpić w programie "Matura to Bzdura" a nawet być gwiazdą odcinka... Scen z jej udziałem, w których wychodziła na jaw ta niewiedza słuchałam z zażenowaniem.

Zapewne sięgnę po kolejne części, bo jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy Gwen i kilku innych bohaterów. Jeśli chodzi o odbiorców, to nie jestem targetem tej serii, bliżej mi do 40-stki niż do 20-stki i zapewne stąd bierze się moja krytyka. Mam swoje lata, więcej doświadczenia życiowego i może po prostu denerwuje mnie sposób bycia osoby nastoletniej, która z racji wieku zachowuje się tak a nie inaczej.

Jednak za każdym razem, gdy bohaterka serii młodzieżowej okazuje się głupiutka i raczej pusta, nachodzi mnie taka myśl, jak bardzo zmieniły się czasy i młodzież przez ostatnie 20 lat. Kiedy ja byłam dzieckiem a potem nastolatką nigdy nie lubiłam przebywać w towarzystwie osób młodszych ode mnie, wydawały mi się po prostu głupsze i nie za bardzo miałam z nimi o czym rozmawiać. Nawet jako dziecko wolałam towarzystwo dorosłych. Siedziałam sobie cichutko, wcale nie musiałam brać udziału w dyskusji (zwłaszcza, że dorośli rozmawiali często na tematy, o których miałam raczej nikłe pojęcie) ale ważne było dla mnie przysłuchiwanie się ich opiniom, czerpanie inspiracji, to właśnie wtedy pojawiła się w moim umyśle myśl: chciałabym kiedyś wiedzieć tyle o świecie aby móc dyskutować na wszelakie tematy. I tak samo było z książkami - szukałam wśród bohaterów osób inteligentnych, umiejących sobie radzić w życiu, takich które mogłyby być dla mnie inspiracją, wzorem do naśladowania. W większości współczesnych książek dla młodzieży ja tych wzorów nie widzę. Czy współcześni nijacy bohaterowie książek young adult są odzwierciedleniem nijakiej współczesnej młodzieży? Młodzieży, której nie chce się myśleć, bo przecież smartfon czy komputer zrobi to za nich?

Na podstawie trylogii powstały trzy filmy, które być może kiedyś obejrzę...
Na youtube można znaleźć audiobooki czytane w oryginale. Może powinnam się skusić i wysłuchać ich zamiast polskich w interpretacji pani Lewińskiej, skoro już wiem, że ta lektorka mi nie odpowiada?

Moja ocena: 3/5

autor: Kerstin Gier 
tytuł: Czerwień rubinu
tytuł oryginału: Rubinrot

tłumaczenie: Agata Janiszewska
wydawca: Egmont Polska
 
długość: 08h 18min 18sek
czyta: Małgorzata Lewińska



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2009-2017 Zacisze Literackie , Blogger