TBR na styczeń

TBR na styczeń


Nigdy wcześniej tego nie robiłam ale w tym roku coś się zmieniło i nagle poczułam potrzebę tworzenia własnych stosów TBR. Podejrzewam, że ma z tym coś wspólnego moje zeszłoroczne zachłyśnięcie się książkową vlogosferą, gdzie TBRy i wrap-upy są na porządku dziennym (a raczej miesięcznym 😀). Nie wiem, jak długo utrzyma się we mnie chęć prezentowania - a może przede wszystkim - tworzenia spisu lektur do przeczytania w danym miesiącu, bo do tej pory zawsze szłam na żywioł ale póki trwa, niech będą posty!

Jutro w komunikacji miejskiej zaczynam "Mroczniejszy odcień magii" - tyle się nasłuchałam o tej książce, pora przekonać się, o co było tyle szumu. Czytanie może się jednak przedłużyć na luty, bo powieść ma ponad 400 stron a będę zaglądać do niej tylko w drodze do i z pracy (czyli łącznie niecałe 30minut pięć razy w tygodniu).

W styczniu na pewno będę chciała przeczytać "Kubusia Puchatka" i "Chatkę Puchatka", bo 18.01. wypada dzień słynnego misia.
Przymierzam się też do powtórki "Emmy" skoro 14.02. ma premierę nowa adaptacja tej powieści.
Poza tym "Oczy uroczne" (zbliża się termin zwrotu do biblioteki) i "Wiatrogon Aeronauty", na którego mam ochotę od listopada tylko jakoś ciągle brakowało czasu na lekturę.

Z audiobooków czeka "Cinder" (nie zdążyłam w grudniu) i "Czerwień rubinu".

Plus jedna książka zalegająca na półce do wylosowanej kategorii (będzie osobny post). Nie wiem, czy ze wszystkim się wyrobię, bo plany mam dosyć ambitne 😁 Okaże się za miesiąc 😄
Podsumowanie roku czytelniczego 2019

Podsumowanie roku czytelniczego 2019



Przeczytałam w 2019 roku równo 50 książek (pełna lista do wglądu tutaj), co jest wprawdzie mniejszą liczbą od zeszłorocznych 64 ale przecież w czytaniu nie o liczby chodzi a o emocje, nowe odkrycia, umysłowe zaangażowanie a tych było co niemiara!
Jeśli chodzi o moje zeszłoroczne literackie wojaże to (wreszcie!) odkryłam kilka nowych lądów. Odwiedziłam między innymi: (zestawienie głównie według kraju, w którym toczyła się akcja): Kambodżę, Wietnam, Chiny, Japonię czy Nową Fundlandię, więc wyszłam wreszcie poza obszar Europy czy Stanów Zjednoczonych, choć i oczywiście byłam też w Polsce, na Litwie, w Niemczech czy Francji i oczywiście w USA.
2019 był kolejnym rokiem, w którym intensywnie korzystałam z audiobooków. Już nie wyobrażam sobie sprzątania bez słuchawek na uszach 😉 Wysłuchałam ich siedem, z czego zdecydowanie za najlepsze uważam opowiadania wiedźmińskie Andrzeja Sapkowskiego! (będzie osobna recenzja)
Nadal nie wyobrażam też sobie życia bez czytnika ebooków! W komunikacji miejskiej jest bardziej poręczny od papierowej książki i w moim przypadku sprawdza się tu najlepiej. W styczniu zarejestrowałam się w Legimi, co też zdecydowanie przyczyniło się do zwiększenia ilości czytanych przeze mnie ebooków. Nie jest to serwis bez wad ale rezygnować nie zamierzam. Książki z Legimi mogę wprawdzie czytać tylko na laptopie (odpada - nie lubię) lub na telefonie (z braku laku nie mam wyjścia, najlepiej sprawdza się przy krótkich książkach czy jakiś poradnikach czy książkach kucharskich), bo mój czytnik jest starszej generacji i nie da się na niego wgrać Legimi ale jakoś daję sobie radę i nie narzekam. Książek w wersji cyfrowej przeczytałam w zeszłym roku aż 26.
Porażką okazała się próba powrotu do czytania w obcym języku. Przeczytałam tylko jedną książkę po niemiecku... 
Pora na główną część programu! Za najlepsze książki przeczytane w 2019r uważam:
  1. Kristina Sabaliauskaite "Silva rerum 2"
  2. Deborah Harkness "Księga Wszystkich Dusz. Tom 2: Tajemnica"
  3. Ewa Kuryluk "Goldi"
  4. Agnieszka Maciąg "Pełnia życia"
  5. Andrzej Sapkowski "Ostatnie życzenie" + "Miecz przeznaczenia"

W zeszłym roku czytałam sporo różnego rodzaju poradników i książek rozwojowych, z czego bardzo miło wspominam zwłaszcza trylogię Pemy Chödrön o buddyźmie oraz serię Sabaty wydawnictwa Illuminatio o obrzędach wiccańskich, która dostarczyła mi ogrom wiedzy na interesujące mnie tematy. 
Wielkim odkryciem była dla mnie Iwona Zasuwa i jej Smakoterapia! Jestem osobą, która nie znosi przygotowywania jedzenia (obojętne czy w grę wchodzi gotowanie, pieczenie czy zrobienie zwykłej kanapki - przyprawia mnie to o stany depresyjne) a po przeczytaniu jej książek miałam ochotę rzucić wszystko w cholerę, stać przy garach i gotować!!!
Czytałam też książki, które przekazują niezwykle ważne dla mnie wartości i postawy życiowe (Naomi Novik "Smok Jego Królewskiej Mości", Louisa May Alcott "Małe kobietki"), odkryłam, że "Focza dama" Kathryn Harrisson wcale nie jest taka nudna jak mi się wydawało 10 lat temu i zaczęłam bliżej przyglądać się prozie tej autorki, po 18 latach powróciłam do Jonathana Carrolla i ponownie wpadłam w zachwyt, zachwyciłam się prequelem Marissy Meyer do Alicji w Krainie Czarów i postanowiłam poznać całą twórczość Amerykanki.
Rozczarowań było tak niewiele, że nawet nie będę ich wymieniać. 
Myślę, że był to bardzo dobry rok i życzyłabym sobie aby i obecny nie był gorszy!

Annie Proulx - Kroniki Portowe

Annie Proulx - Kroniki Portowe



Wszyscy zachwalają, wszyscy polecają! Nawet moja chrzestna wspomina, że to jej ulubiona książka. Mnie z kolei jak przez mgłę majaczą sceny z filmu, który oglądałam lata temu...

I na książkę przyszła w końcu pora. W bibliotece trafił się egzemplarz w nowym tłumaczeniu Jędrzeja Polaka.

Na okładce czytamy: "Kroniki portowe to opowieść o człowieku, który na zapomnianej wyspie odnajduje swoją tożsamość i odzyskuje utracone w dzieciństwie poczucie własnej wartości. To także rozgrywająca się na surowych, mroźnych wybrzeżach Nowej Fundlandii historia o tym, że do odwrócenia kolei losu nie zawsze trzeba wielkich rewolucji, tylko wystarczy dać się ponieść sprzyjającym nurtom." I to jest największa siła tej książki -spokojne, miarowe tempo życia i świadomość, że jeśli tylko chcesz, życie wyciągnie do ciebie pomocną dłoń. Przez pierwsze 50-70 stron główny bohater bardzo mnie irytował, wręcz odpychał. Nie darzę sympatią ludzi, którzy biernie poddają się losowi, nie potrafią walczyć o dobre, godne życie. Są miękcy, płaczliwi, bojaźliwi, uczepieni ludzi, którzy ich krzywdzą. Nie rozumiem takiej postawy, takiej bierności. Potem, z chwilą przeprowadzki na Nową Fundlandię, postawa Quoyle'a powolutku zaczęła się zmieniać. Widać było więcej odwagi, więcej determinacji w mierzeniu się z życiem.

Powieść czyta się niezbyt zachłannie ale płynnie. Osoby lubujące się w morskich klimatach z pewnością docenią zimne, surowe krajobrazy Nowej Fundlandii oraz opisy związane bezpośrednio z życiem nad morzem. I nieważne, że nie mam pojęcia czym jest sterburta, dziobnica czy dejwud - o budowie łodzi czyta się naprawdę przyjemnie i bez zgrzytania zębami.

Jedyne, co mnie w tej książce irytowało, to ilość wspomnianych przestępstw na tle seksualnym. Nowa Fundlandia jawi mi się teraz jako region pełen zboczeńców i zwyrodnialców, aż nieprawdopodobne, by na jednej wyspie dochodziło do aż tylu wykroczeń! Ale może był to celowy zabieg autorki, by region ten nie jawił się czytelnikowi jako kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie każdy nowo przybyły może zacząć życie od nowa i być szczęśliwym. Może chodziło o tę tzw. równowagę w przyrodzie? Może być dobrze ale nie idealnie?

Jednocześnie chciałabym zaznaczyć, że to nie jest słodka i ciepła opowiastka o facecie, który znalazł nowy dom i miłość. Ludzie w tej powieści są przyjaźni, da się ich lubić ale jednocześnie czuć od nich pewną surowość i chłód. Są tacy jak krajobraz dookoła.  I takie też jest ich życie - surowe, naznaczone czasem cierpieniem ale to nie znaczy, że zupełnie nieszczęśliwe.

Czy mnie zachwyciła? Nie do końca. Nie potrafiłam odnaleźć w tej historii czegoś 'swojego'. Nadal uważam, że to bardzo przyjemna lektura ale - przynajmniej dla mnie - na jeden raz. Powrotów raczej nie planuję.

Moja ocena: 4,5/6

Lucyna Olejniczak - Dagerotyp. Tajemnica Chopina

Lucyna Olejniczak - Dagerotyp. Tajemnica Chopina



Inspiracją do napisania tej ksiązki był dla Lucyny Olejniczak jej pobyt we Francji jako opiekunka do dzieci. Do dzisiaj utrzymuje kontakt z francuską rodziną, u której mieszkała.

Powieść posiada dwie płaszczyzny czasowe: współcześnie, w jednej ze starych francuskich posiadłości rodowych zostaje znaleziony plik listów, których autorką jest przodkini obecnego właściciela zamku. Z listów wyłania się płomienny romans pomiędzy młodziutką malarką a stawiającym pierwsze kroki w Paryżu pianistą. Według domysłów goszczącej na zamku pary z Krakowa, Lucyny i Tadeusza, sekretnym kochankiem był sam Fryderyk Chopin. Lucyna postanawia dowiedzieć się, jak było naprawdę… Wstawki z przeszłości czyli z I połowy XIX wieku to sceny z życia Marie i Fryderyka, które mogły mieć miejsce.

Fryderyk Chopin, który wyłania się z kart tej powieści jest absolutnie czarującym i dowcipnym młodzieńcem, choć niepozbawiony ludzkich wad i słabostek wzbudza dużą sympatię i... rozbudza apetyt na więcej szczegółów z jego życia.

Uwielbiam książki, które oprócz dostarczania czystej frajdy z czytania jednocześnie poszerzają moje horyzonty i wzbogacają o nową wiedzę. Dzięki Lucynie Olejniczak miałam przez jakiś czas tzw. fazę na Fryderyka Chopina. Autorka nakreśliła tak ciekawy i pozytywny obraz kompozytora, że koniecznie musiałam sięgnąć po jakąś jego biografię!

Moja ocena: 4,5/6

autor: Lucyna Olejniczak
tytuł: Dagerotyp. Tajemnica Chopina
wydawca: Aurum Press
liczba stron: 312
Marta Kisiel - Szaławiła

Marta Kisiel - Szaławiła


Nie porwało mnie to opowiadanie. Nie byłam nawet w stanie przeczytać go za jednym posiedzeniem.

Główna bohaterka Oda nie wzbudziła mojej dzikiej sympatii a czytanie o tym, jak na ruinach spalonej Lichotki buduje swój nowy dom wywołało we mnie mieszane uczucia... Ja po prostu jestem tzw. die-hard-fanem Konrada Romańczuka i bandy jego podopiecznych, stąd tworzenie czegokolwiek na zgliszczach scenerii Dożywocia jest dla mnie po prostu świętokradztwem. 😉

Z dużą dozą ostrożności patrzę na nowych bohaterów, zwłaszcza na Bazyla, który zamiast bycia śmiesznym jest według mnie po prostu głupiutki...

Nagroda Zajdla dla "Szaławiły"? Nie czytałam innych nominowanych utworów, na temat samej nagrody też wiem niewiele ale przyznanie jest temu opowiadaniu to chyba jednak jakieś nieporozumienie...

Jeśli będzie kontynuacja (a ponoć będzie) w postaci powieści, to oczywiście na pewno przeczytam. Ale na razie nie przebieram nóżkami z niecierpliwości...

Moja ocena: 3/6

autor: Marta Kisiel
tytuł: Szaławiła

wydawca: Uroboros
liczba stron: 53




Kącik germanisty: Melinda Nadj Abonji - Gołębie wzlatują

Kącik germanisty: Melinda Nadj Abonji - Gołębie wzlatują



„Gołębie wzlatują” to debiut literacki pochodzącej z Wojwodiny autorki, która wyemigrowała do Szwajcarii. Powieść zawiera w sobie autobiograficzne ślady: jest poświęcona utraconej ojczyźnie rodziców, magicznemu miejscu z dzieciństwa, do którego nie było jej dane wrócić. W 2010 roku Melinda Nadj Abonji otrzymała za nią dwie nagrody: Deutscher Buchpreis oraz Schweizer Buchpreis.

To opowieść o życiu w dwóch krajach, o niemal mitycznie przedstawionej wsi w Wojwodinie, gdzie czas się zatrzymał i szybkim i ciężkim życiu emigrantów w Szwajcarii oraz ich próbach wpasowania się w nowe społeczeństwo. Ildiko, starsza córka państwa Koscis traktuje Wojwodinę jako magiczną krainę dzieciństwa, gdzie zapachy były mocniejsze, kolory żywsze a poczucie bezpieczeństwa i przynależności o wiele silniejsze niż w Szwajcarii, gdzie trzeba się uśmiechać przez łzy i być miłym dla ludzi, którzy pogardzają emigrantami. To także opowieść o wojnie i rozpadzie Jugosławii, opowieść o wielokulturowym i wielonarodowościowym kraju, którego mieszkańcy zostali nagle zmuszeni do nienawiści wobec własnych sąsiadów, przyjaciół a czasem i członków rodziny. Wieści o wojnie dochodzą do uszu czytelnika i bohaterów gdzieś z oddali, ale rozdzierają serce, wyciskają łzy, zmuszają do zastanowienia się chwilę nad absurdem wojny.

Uwagę zwraca język powieści – zdania wielokrotnie złożone, długie, ciągnące się czasem przez kilka stron (czytanie w oryginale może być więc czasem problematyczne, zwłaszcza, gdy czasownika spodziewamy się dopiero na końcu zdania…). Melinda Nadj Abonji ma dobry słuch muzyczny, który starała się wykorzystać przy pisaniu swojego debiutu. W jednym z wywiadów wspomina, że ważna była dla niej melodia tekstu a długie, wypowiadane szybko, na jednym długim wdechu zdania pomagają tę melodyjność wydobyć.

Oczarowała mnie ta książka i dostarczyła mnóstwa wzruszeń. W niektórych momentach uśmiechałam się pod nosem, w innych po policzkach płynęły mi łzy. Czytając o czasie spędzanym w Wojwodinie, cofałam się myślami wiele lat wstecz, do wakacji spędzanych u rodziny w powiacie milickim i czułam podobne emocje, co córki państwa Koscis.

„Gołębie wzlatują” to hołd złożony ludziom i kulturze, których już nie ma. To opowieść o małych ojczyznach z dzieciństwa, o raju utraconym. To obowiązkowa lektura dla osób zainteresowanych tematyką związaną z emigracją, problemem przynależności narodowej.

Jedna z ważniejszych książek przeczytanych w tym roku a także całym moim życiu, zajmująca ważną pozycję wśród powieści, które w jakiś sposób naznaczyły moje literackie ścieżki.

Moja ocena 6/6 

autor: Melinda Nadj Abonji
tytuł: Gołębie wzlatują
tytuł oryginału: Tauben fliegen auf
tłumaczenie: Elżbieta Kalinowska
wydawca: Czarne
liczba stron: 232 

James Wallman - Rzeczozmęczenie

James Wallman - Rzeczozmęczenie


O minimalizmie przeczytałam już całkiem sporo ale to jest jedna z lepszych książek na ten temat. Mocno mnie zaskoczyła, bo nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mój styl życia, sposób patrzenia na pewne sprawy, moje poglądy są odzwierciedleniem idei eksperientalizmu przedstawionej w tej książce.

Książka skupia się głównie na przedstawieniu przyczyn powstania konsumpcjonizmu a potem tzw. rzeczozmęczenia, autor analizuje wiele zjawisk z nimi związanych, przytacza historie wielu ludzi. To nie jest kolejna książka napisana przez blogera czy nie-wiadomo-kogo, kto opisuje swoje doświadczenia. James Wallman jest z zawodu futurologiem, prognostykiem trendów i doradcą. Bacznie obserwuje, co dzieje się w świecie i wyciąga z tego wnioski. 

Nie ma tu rad w stylu Marie Kondo, pozbądź się wszystkiego i bądź szczęśliwy. Ale historie opisanych tu ludzi są niesamowicie inspirujące i zachęcają do spojrzenia na swoje otoczenie z innej perspektywy. A to może być początkiem wielkiej zmiany.

Moja ocena: 5/6

autor: James Wallman
tytuł: Rzeczozmęczenie. Jak żyć pełniej posiadając mniej
tytuł oryginału: Stuffocation: Living More With Less
tłumaczenie: Katarzyna Dudzik
wydawca: Insignis
liczba stron: 368 

 
Joanna Kusy - Zwyczajne pakistańskie życie

Joanna Kusy - Zwyczajne pakistańskie życie


Ciągnie mnie w tym roku w rejony Azji, kontynentu literacko dla mnie niemal zupełnie obcego. Książka pani Joanny Kusy stała się początkiem fascynującej, nowej przygody.

Zanim zaczęłam czytać tę książkę, zadałam sobie pytanie: co wiem o Pakistanie? Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Praktycznie nic. Kojarzyłam jedynie jego położenie geograficzne (i ze wstydem przyznaję, że bardziej mniej niż więcej...).

Joanna Kusy wyemigrowała do Pakistanu niedługo po studiach. Powodem była oczywiście miłość. I tu od razu muszę napisać, że miała ogromne szczęście, ponieważ jej mąż jest w większości spraw współcześnie myślącym człowiekiem. Nie przywiązuje zbyt dużej wagi do zasad panujących w Pakistanie, zasad tak kompletnie odmiennych od tych panujących w zachodnim świecie.

Autorka zatytułowała swoją książkę "Zwyczajne pakistańskie życie". Czy jednak dla czytelnika z Europy Zachodniej naprawdę jest ono takie zwyczajne? Na pewno nie! Wiele rzeczy, zwłaszcza ludzkich zachowań i zasad dziwi, niektóre sprawiają, ze włos jeży się na głowie. I choć wiele z nich my, ludzie Zachodu uznalibyśmy za barbarzyńskie, to autorka celowo unika w swojej opowieści o życiu w Karaczi jednoznacznych sądów. I to jest element, który najbardziej podobał mi się w opowieści Kusy - każde choćby dziwaczne zachowanie stara się ZROZUMIEĆ, przedstawić na tle historyczno-kulturowym, osadzić je w kontekście życia społecznego na Bliskim Wschodzie.

Bardzo polecam tę książkę osobom ciekawym świata, lubiącym poszerzać swoje horyzonty myślowe i wiedzę na temat odmiennych kultur.

Moja ocena: 4,5/6


autor: Joanna Kusy
tytuł: Zwyczajne pakistańskie życie
 

wydawca: PWN
liczba stron: 328




Zadie Smith - London NW

Zadie Smith - London NW


Pierwsze spotkanie z prozą Zadie Smith uważam za mocno nieudane. Wybór tytułu był przypadkiem, wzięłam z bibliotecznej półki, co było dostępne.

Nie byłam w stanie polubić żadnego z bohaterów, nie potrafiłam wykrzesać z siebie choćby cienia sympatii dla kogokolwiek. Nie rozumiałam ich problemów i rozterek, nie rozumiałam ich motywacji i sposobu na życie. Czułam się jak poboczny obserwator zmuszony do oglądania spektaklu, który nieco go nuży.

Doceniam talent autorki jeśli chodzi kreację bohaterów i środowiska, w jakim żyją. Zadie wspaniale potrafi operować słowem ale to zupełnie nie moje klimaty.

Mimo to ciekawa jestem jak zareaguję na inne tytuły autorki, interesuje mnie zwłaszcza "O pięknie".

Moja ocena: 2/6

autor: Zadie Smith
tytuł: Londyn NW

tytuł oryginału:
NW 
tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
wydawca: Znak
liczba stron: 400
 


Maryse Conde - Ja, Tituba czarownica z Salem

Maryse Conde - Ja, Tituba czarownica z Salem


Chodzą słuchy, że Maryse Conde jest kandydatką do tegorocznego Nobla. Nie dziwi mnie to i choć przeczytałam tylko jedną jej powieść, to wiem, jakiej wagi moralnej można się spodziewać po innych jej utworach.

"Ja, Tituba czarownica z Salem" opowiada historię czarnoskórej kobiety z Barbadosu, która przez swoje "magiczne" umiejętności potrafiła leczyć ludzi. Po przeprowadzce z rodziną swego pana do Salem w Stanach Zjednoczonych, zostaje oskarżona o czary.

I wcale nie chodzi tu o czary same w sobie ale o ludzki strach przed innym, obcym, o zwykłą ludzką podłość, zabobonność, łatwość w manipulowaniu innymi. Zwykłe ludzkie okrucieństwo i skłonność do pomówień sprawiła, że zginęło wiele niewinnych osób, które z "magią" nie miały nic wspólnego. Tituba oskarżana o konszachty z diabłem, odpowiada, że do tej pory nawet nie wiedziała, że taki ktoś istnieje. Ta powieść udowadnia jak niebezpieczny jest fanatyzm religijny (tutaj w wydaniu chrześcijańskim), jak bardzo głowy kościoła boją się utraty swych stanowisk.

Jedyna wada tej powieści to moim zdaniem zbyt rozbuchana chuć głównej bohaterki, ciągle jej się do chłopa chciało. Uważam, że można to było przedstawić nieco subtelniej.

Poza tym małym minusem to godna polecenia powieść, otwierająca oczy na to, co tak naprawdę stało się w Salem.

Moja ocena: 4/6

autor: Maryse Conde
tytuł: Ja, Tituba, czarownica z Salem

tytuł oryginału:
Moi, Tituba, Sorciere…Noire de Salem 
tłumaczenie: Krystyna Arustowicz
wydawca: W.A.B.
liczba stron: 282



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2009-2017 Zacisze Literackie , Blogger