Peter Wohlleben - Sekretne życie drzew

Peter Wohlleben - Sekretne życie drzew


Od kiedy przeczytałam tę książkę, inaczej patrzę na drzewa.  Nie mijam ich już obojętnie na ulicy, przyglądam im się z zaciekawieniem, zastanawiam się, jak im się żyje w danym miejscu, z jakimi problemami się borykają, w jakich są stosunkach między sobą.
Peter Wohlleben jest niemieckim leśnikiem opiekującym się lasami w Reńskich Górach Łupkowych. O swoich obserwacjach i doświadczeniach w tym zawodzie opowiadał jak do tej pory w audycjach radiowych i telewizyjnych, w naukowych artykułach czy podczas seminariów tematycznych. Niedawno jego ciekawe historie dotarły do szerszej publiczności dzięki wydanej książce "Sekretne życie drzew".
Nigdy nie byłam fanką tego rodzaju literatury, nawet jako dziecko nie zaczytywałam się w książkach o życiu zwierząt czy roślin (jedynym wyjątkiem była wypożyczona kiedyś z biblioteki książka o tropach zwierząt, którą zaczytałam niemal na śmierć - do dzisiaj nie wiem, co mnie w niej tak zafascynowało). Zawsze byłam typem humanisty, nauki ścisłe nie wzbudzały mojego zainteresowania. Peter Wohlleben nieco zmienił mój pogląd na ten temat, jego książka to fascynująca opowieść o życiu drzew łącząca nauki przyrodnicze z humanistycznymi.
Wohlleben antropomorfizuje drzewa, sprawia, że stają się w naszych oczach bardziej ludzkie a przez to i bardziej zrozumiałe. Krok po kroku odkrywa przed czytelnikiem sposoby porozumiewania się drzew czy metody na przetrwanie, udowadnia, że drzewa troszczą się o swoje potomstwo, pielęgnują starych i chorych sąsiadów, szokuje teorią jakoby drzewa miały uczucia i pamięć. Z każdym dalszym rozdziałem coraz szerzej otwierałam oczy ze zdumienia ale i rozbudzonej fascynacji. 
W kwietniu ma się ukazać nowa książka Petera Wohllebena "Duchowe życie zwierząt". Już nie mogę się doczekać!

Moja ocena: 5/6

autor: Peter Wohlleben
tytuł: Sekretne życie drzew
tytuł oryginału: Das geheime Leben der Bäume
tłumaczenie: Ewa Kochanowska
wydawnictwo: Otwarte
liczba stron: 256


Peter Mayle - Dobry rok (audiobook)

Peter Mayle - Dobry rok (audiobook)




Początek roku to w moim przypadku bardzo intensywny okres w pracy. Obowiązków jest tyle, że praktycznie rzecz biorąc mogłabym nocować w firmie, aby wyrobić się na czas ze wszystkim, co musi być zrobione.
W takich chwilach chętnie sięgam po mało wymagającą literaturę obyczajową - tak zwane 'czytadła', które pomogą mi oderwać się od nadmiaru pracy i stresu. Nie przepadam za Francją, nie znoszę tego języka, nie lubię kultury francuskiej, więc wybór lektury Petera Mayla na odstresowanie może wydać się nieco dziwny. W końcu autor opisuje w niej perypetie pewnego Brytyjczyka, który przeprowadza się do odziedziczonej po wuju posiadłości z winnicami we Francji, by rozpocząć tam nowe życie. Wyjaśnieniem niech będzie moja wynikająca z opisanej wyżej sytuacji zawodowej potrzeba fabuły w stylu "rzuć tą pracę w cholerę i naucz się wreszcie korzystać z uroków życia!". Miejsce akcji było mi obojętne.
"Dobry rok" spełnił swoje zadanie w 100%, okazał się być bardzo przyjemną i wciągającą lekturą, głównie dzięki wplecionemu wątkowi quasi kryminalnemu, trzymającemu w napięciu i wzbudzającemu w czytelniku ciekawość, jak  też to wszystko się skończy i czy oszustwo wyjdzie na jaw.
Jacek Teleszyński nie jest niestety zbyt dobrym lektorem, zwłaszcza w przypadku powieści, w której pojawiają się obcojęzyczne wtręty. Potwornie kaleczy język francuski, co dla moich uszu - już i tak więdnących pod wpływem tego okropnego języka - było istnym horrorem. Błędny akcent i wymowa spowodowały, że nie rozumiałam także zdań czytanych po angielsku. Muszę zapamiętać aby jako germanofilka unikać tego lektora w przypadku książek mogących zawierać niemieckojęzyczne wtręty...

Moja ocena: 4,5/6

autor: Peter Mayle
tytuł: Dobry rok
tytuł oryginału: A good year
forma: audiobook 

czas trwania: 07h 11m 16s
czyta: Leszek Teleszyński



Anna Mularczyk-Meyer - Minimalizm dla zaawansowanych

Anna Mularczyk-Meyer - Minimalizm dla zaawansowanych


Ostatnio sporo w moim życiu minimalizmu. I nie chodzi mi w tym momencie o ograniczoną ilość przedmiotów a o rezygnację z nadmiaru informacji dochodzących do mnie przez różnego rodzaju media. Telewizora nie posiadam od kilku lat, parę miesięcy temu mocno ograniczyłam swój udział na wielu platformach internetowych. Staram się być bardziej 'analogowa', stawiam na spokój, ciszę i wypoczynek bez technologicznych gadżetów. Z 'zakupowych szaleństw' zrezygnowałam dawno temu.
Powodem nie była moda na minimalizm, bo wtedy mało kto o tym mówił. W moim przypadku pojawiło się po prostu gigantyczne zmęczenie nadmiarem rzeczy i informacji. Potrzebowałam detoksu.
W swojej książce Anna Mularczyk-Meyer opowiada o swoich początkach w sztuce minimalnego życia ale skupia się właśnie na stronie psychologicznej. W wielu momentach potakiwałam ze zrozumieniem głową, bo wiele problemów, z którymi borykała się autorka, nie było mi obcych. Nie ma tutaj konkretnych rad typu: jak uporządkować szafę czy jak ograniczyć ilość posiadanych przedmiotów, choć autorka podaje kilka przykładów z własnego życia. Mamy tu przede wszystkim pracę z własnymi emocjami, bo to one stanowią fundament naszego życia i postrzegania świata. Bez ich zrozumienia i uporządkowania, nie dokonamy żadnej rewolucji.
Bardzo polecam również bloga autorki: http://www.prostyblog.com/
A sama z chęcią sięgnę po pierwszą książkę pani Meyer "Minimalizm po polsku".

Moja ocena: 5/6

autor: Anna Mularczyk-Meyer
tytuł: Minimalizm dla zaawansowanych
wydawnictwo: Czarne
liczba stron: 168



Oscar Wilde - Portret Doriana Graya

Oscar Wilde - Portret Doriana Graya



Co za książka! I kolejny dowód na to, że warto czytać klasykę!
To druga z lektur (po "Frankensteinie" Mary Shelley), po którą sięgnęłam pod wpływem serialu "Penny Dreadful". Najsłynniejsza powieść Oscara Wilde'a chodziła za mną już od wielu lat, byłam nawet święcie przekonana, że posiadam w swoich zbiorach egzemplarz z wyd. Zielona Sowa (możecie sobie wyobrazić, jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że jednak go nie mam 😲). Od zawsze fascynowała mnie historia człowieka, który chciał się stać nieśmiertelny i zachować młodość a wszystkie jego grzechy i podłe uczynki miały odzwierciedlać się na jego portrecie namalowanym przez zaprzyjaźnionego malarza.
Muszę przyznać, że powieść nie porwała mnie od razu. Początek wydał mi się śmiertelnie nudny i przegadany a praktycznie znikoma akcja tylko pogłębiała moją niechęć do dalszego czytania. Przez trzy miesiące przedłużałam książkę w bibliotece próbując zmusić się do dalszej lektury. W końcu postanowiłam, że muszę ją skończyć do końca stycznia i basta! I właśnie wtedy dotarłam do momentu, w którym obraz zaczął się zmieniać. Akcja wyraźnie przyspieszyła a ja chłonęłam stronice z wypiekami na twarzy. Całość skończyłam w tydzień.
Wilde zawarł w tej powieści swoją koncepcję sztuki - wolnej od wszelkich ograniczeń i konwenansów, niczym nie ograniczonej i nie skrępowanej. Poza tym "Portret Doriana Graya" jest skarbnicą błyskotliwych powiedzonek i złotych myśli, które wylewają się z co drugiej strony.
No i to zakończenie! Chyba najlepsze, z jakim spotkałam się w literaturze.
Polecam po stokroć!

Moja ocena: 5/6

autor: Oscar Wilde
tytuł: Portret Doriana Graya
tytuł oryginału: The portrait of Dorian Gray
tłumaczenie: Marek Król 
wydawnictwo: Mediasat Poland
liczba stron: 219

Jakość życia. Jak być w zgodzie z samym sobą - autor zbiorowy (pod red. Piotra Żaka)

Jakość życia. Jak być w zgodzie z samym sobą - autor zbiorowy (pod red. Piotra Żaka)


Ta mini książeczka była dołączona do styczniowego numeru miesięcznika Charaktery. Kupiłam z czystej ciekawości, bo była zapowiadana jako pierwszy tom nowej serii wydawniczej skupionej na tym, co tworzy jakość naszego życia.
Całość składa się z pięciu artykułów napisanych przez osoby związane ze środowiskiem psychologów/psychoterapeutów na temat budowania jakości życia, postrzegania czym ta jakość dla nas jest. Niestety artykuły pisane są dosyć sztywnym, naukowym językiem, bez emocji a tym samym bez próby wywołania w czytelniku jakichś głębszych przemyśleń. Jedynie teksty Katarzyny Hamer oraz Jacka Krzysztofowicza (bardzo lubię jego felietony na łamach Charakterów!) czytało mi się gładko, przez resztę ledwo przebrnęłam.
Myślę, że tego typu teksty mogą zainteresować osoby po studiach psychologicznych, ewentualnie takie, które na tyle interesują się psychologią od strony naukowej, że nie straszne i nie nudne będą im przytaczane wyniki badań i sondaży czy suche opisy społecznie uwarunkowanych zachowań.
Kolejnych książek z serii nie zamierzam już kupować.

Moja ocena: 3/6

autor: zbiorowy (pod red. Piotra Żaka)
tytuł: Jakość życia. Jak być w zgodzie z samym sobą
wydawnictwo: Charaktery
liczba stron:136
Richard Rohr - Stille und Mitgefühl. Gott und den Menschen finden (Milczące współ-czucie. Odnajdywanie Boga w kontemplacji)

Richard Rohr - Stille und Mitgefühl. Gott und den Menschen finden (Milczące współ-czucie. Odnajdywanie Boga w kontemplacji)




W Polsce książka ta ukazała się w wyd. Charaktery pod tytułem "Milczące współ-czucie. Odnajdywanie Boga w kontemplacji", ja przeczytałam wersję niemieckojęzyczną. Książka nie do końca okazała się być tym, czego się spodziewałam po znalezionych wcześniej wyrywkowych cytatach i fragmentach. Oczekiwałam treści skupionej na ciszy, uważności, kontemplacji w codziennym życiu ale bez nadmiernego fokusowania na kościół i wiarę katolicką. Tymczasem Rohr bardzo dużo mówi o duchowej stronie chrześcijaństwa, wskazuje na wypaczenie tego aspektu przez instytucję kościoła, zwraca uwagę na pierwotną formę tej religii i nauk Jezusa. 
Mimo iż jestem osobą niewierzącą książka wydała mi się mimo wszystko ciekawa, podobała mi się krytyczna postawa ojca Rohra wobec kościoła katolickiego, wytykanie błędów i wypaczeń jakich dopuszczano się przez stulecia wobec wiary chrześcijańskiej (zwłaszcza odłamu katolickiego). O wielu tego typu działaniach wiedziałam wcześniej ale udało mi się też wzbogacić wiedzę o kilka nieznanych mi wcześniej faktów. 
Książeczka jest krótka ale ciekawa, polecam ją Waszej uwadze jeśli interesuje Was poruszona w niej tematyka.  

Moja ocena: 4/6

autor: Richard Rohr
tytuł: Stille und Mitgefühl. Gott und den Menschen finden
tytuł oryginału: Silent compassion. Finding God in contempation
tłumaczenie: Ulrike Strerath-Bolz
wydawnictwo: Verlag Herder
liczba stron: 128
Paulo Coelho - Być jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998-2005

Paulo Coelho - Być jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998-2005


Kto by pomyślał, że po gigantycznym rozczarowaniu "Alchemikiem" kilka lat temu zechcę jeszcze kiedykolwiek sięgnąć po twórczość Coelho! Jak widać los bywa przewrotny i podtyka czasem pod nos książki, które pozwalają spojrzeć na nielubianych autorów nieco łaskawszym okiem.

Nie, nie stałam się nagle miłośniczką tego brazylijskiego pisarza. Ale przyznać muszę, że "Być jak płynąca rzeka", zbiór krótkich tekstów publikowanych w różnych gazetach i portalach internetowych na całym świecie, dostarczył mi kilka chwil zadumy i uśmiechu. Sporo tu tekstów typowych da Coelho - płytkich, pseudofilozoficznych ale da się wyłuskać kilka perełek - opowieści trafiających do serca, wywołujących zadumę czy przynoszących ukojenie dla skołatanych myśli.

Patrzę na świat w podobny do Coelho sposób, jednak w przeciwieństwie do niego nie ubieram mojej filozofii życia w pseudointelektualne szaty. Ogólnie rzecz biorąc książkę czytało mi się przyjemnie, okazała się dobrym czytadłem do tramwaju i przede wszystkim dała mi do zrozumienia, by nie przekreślać żadnego twórcy raz na zawsze tylko przyjmować wszystko z otwartym sercem i umysłem.

Moja ocena: 4/6

autor: Paulo Coelho
tytuł: Być jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998-2005
tytuł oryginału Ser como o rio que flui... 
tłumaczenie: Zofia Stanisławska-Kocińska
wydawnictwo: Świat Książki
liczba stron: 288




Banana Yoshimoto - Kitchen/Moonlight Shadow

Banana Yoshimoto - Kitchen/Moonlight Shadow


W tym tygodniu skończyłam czytać dwa opowiadania Banany Yoshimoto i nie wiem, czy będę w stanie opisać słowami mój zachwyt prozą tej japońskiej pisarki. Skradła mi serce i duszę.

Imię Banana to pseudonim artystyczny, który powstał z uwielbienia tej japońskiej pisarki dla kwiatów bananowca. Swoje pierwsze opowiadanie Mahoko Yoshimoto stworzyła w wieku 22 lat, co jest dosyć zaskakującym faktem jak na tak dojrzale piękną i przejmująco smutną opowieść.

Tematyka „Kitchen” i „Moonlight Shadow” krąży wokół samotności, żałoby i prób radzenia sobie po stracie bliskich osób. Nie ma sensu opisywać fabuł, w opowiadaniach dzieje się niewiele, o wiele ważniejszy jest panujący w nich klimat i to, co wyłania się spomiędzy czytanych wersów. Yoshimoto tworzy niesamowity klimat, kojarzy mi się on z prozą Murakamiego. Sporo tu smutku i melancholii ale cierpienie bohaterów okraszone jest szczyptą magii zaklętej w zwykłej codzienności.

Króciutkie „Moonlight Shadow” zachwyciło mnie bardziej niż „Kitchen”, wydało się się bardziej magiczne i baśniowe (może przez tzw. fenomen Tanabaty – uwielbiam takie historie wplecione w fabułę książki! 😍💖)

Najbardziej zachwycił mnie język opowiadań - prosty a mimo to niesamowicie lekki i poetycki. Yoshimoto tworzy słowami bardzo plastyczne obrazy, które zachwycają swym pięknem i melancholią. Zaznaczę jednak, że czytałam książkę po niemiecku, więc nie wiem, czy polski przekład jest równie zachwycający.

Niemieckie wydanie zawiera na końcu bardzo ciekawy esej Giorgia Amitrano, dzięki któremu czytelnik może zapoznać się z genezą twórczości Yoshimoto oraz zrozumieć jej metodę artystycznego przekazu – co ukształtowało jej sposób pisania i w kontrze do czego stoi. Dzięki temu czytelnik jest w stanie lepiej zrozumieć przedstawiony przez autorkę model rodziny, partnerstwa czy rolę kobiety w japońskim społeczeństwie.

Banana Yoshimoto to moje wielkie odkrycie literackie tego roku, z całą pewnością zapoznam się z całą jej twórczością.

Moja ocena: 6/6 

autor: Banana Yoshimoto
tytuł: Kitchen/Moonlight Shadow
tłumaczenie: Wolfgang E. Schlecht
wydawnictwo: Diogenes
liczba stron: 208 

Elizabeth Gaskell - Północ i Południe

Elizabeth Gaskell - Północ i Południe


„O, był taki serial z Patrickiem Swayze!” – słyszę za każdym razem kiedy ktoś dowiaduje się, że czytałam „Północ i Południe”. Owszem, był taki serial na podstawie powieści Amerykanina Johna Jakesa a jego fabuła koncentrowała się na czasach wojny secesyjnej. Ja natomiast czytałam powieść dziewiętnastowiecznej brytyjskiej pisarki Elizabeth Gaskell, która w swoim dziele konfrontuje rolnicze Południe Anglii z przemysłową Północą.

Główną bohaterką powieści jest panna Margaret Hale, wychowana na południu kraju skromna i dobrze wykształcona córka pastora. W wyniku pewnych decyzji podjętych przez ojca zmuszona zostaje wraz z rodziną do przeprowadzki na północ Anglii, do przemysłowego miasta Milton, gdzie jej ojciec podjął się zawodu prywatnego nauczyciela. Zderzenie dwóch tak różnych krain geograficznych ma niemały wpływ na zdrowie i psychikę naszych bohaterów. Cierpi na tym głównie hipochondryczna moim zdaniem matka Margaret, która nie potrafi pogodzić się z klimatem panującym w nowym miejscu zamieszkania i z wolna popada w depresję. Jedynym uczniem pastora Hale’a jest John Thornton, młody dziedzic majątku i właściciel miejscowej fabryki bawełny. Margaret od samego początku nie pała sympatią do pana Thorntona, poddając w wątpliwość jego metody zatrudniania miltońskiej biedoty. On z kolei żywi względem córki swego nauczyciela bardzo ciepłe uczucia, choć wrodzona powaga i konwenanse każą mu trzymać swe serce na wodzy. Zbieg niefortunnych okoliczności oraz szereg nieporozumień ostatecznie rozdzieli tę dwójkę. Jednak wzgardzony przez Margaret John kocha i podziwia ją z daleka, nie mogąc o niej zapomnieć.


Jeżeli jesteście złaknieni (a raczej złaknione – bo przecież po tego rodzaju książki sięgają przede wszystkim kobiety) pięknej historii miłosnej, gorących uczuć, wzruszeń i dowodów wierności głównie ze strony mężczyzny, nie mogłyście trafić lepiej. „Północ i Południe” to jednostronna historia miłosna, taka gdzie to mężczyzna kocha, cierpi i tęskni do kobiety, która jego uczucia ma za nic. Ileż razy miałam ochotę porwać książkę na strzępy, ileż razy załamywałam ręce, klęłam pod nosem na Margaret i miałam ochotę wejść do powieści, potrząsnąć porządnie bohaterką i nawrzeszczeć na nią, ileż razy wzdychałam i omdlewałam czytając jak pięknie potrafi kochać taki mężczyzna jak John Thornton… A wierzcie mi, rzadko trafiam na książki, w których opisywane są uczucia mężczyzny wobec kobiety a nie odwrotnie i to opisywane tak prawdziwie i wzruszająco. Ale nie sądźcie, że macie do czynienia z jakimś tanim romansem pokroju harlequina. Elizabeth Gaskell może dumnie stanąć obok takich pisarek jak Jane Austen czy Charlotte Bronte, bo reprezentuje podobne spojrzenie na ówczesny świat i równie dobrze pisze o uczuciach targających bohaterami.

O ile z miejsca polubiłam Johna Thorntona i umieściłam go wśród moich (licznych, przyznać muszę) najukochańszych męskich bohaterów literackich, tak przez długi czas nie mogłam obdarzyć sympatią Margaret. Niby reprezentuje typ kobiety, którą lubię: jest inteligentna, oczytana, nudzą ją babskie rozmowy o fatałaszkach czy robótkach ręcznych, dużo bardziej interesują ją bieżące sprawy społeczno-polityczne, posiada własne zdanie na dany temat i nie boi się go przedstawić a jednak niemal do samego końca działała mi na nerwy. Być może winną mej niechęci była jej irytująca uległość i służalczość wobec rodziców, postawa mi zupełnie obca.



Powieść miejscami się dłuży ale generalnie czyta się ją z zainteresowaniem. Kontrast między sielskim życiem na południu a trudami egzystencji w uprzemysłowionym mieście jest przedstawiony szczegółowo, co ułatwia czytelnikowi zrozumienie całej problematyki. Jako że sama wychowałam się i mieszkam w mieście znanym z przemysłu włókienniczego, nie miałam najmniejszego problemu z odnalezieniem się w scenerii, jaką funduje nam Gaskell.
Ostatnie strony czytałam z wypiekami na twarzy, obłędem w oczach i trzepoczącym sercem - jak to wszystko się zakończy? Czy oni w końcu będą razem? Traf chciał, że akurat ostatnie rozdziały czytałam w tramwaju a z ostatniego przystanku miał mnie odebrać Luby samochodem. Wysiadłam na pętli, usiadłam na ławeczce i dopiero jak przeczytałam ostatnie zdanie dałam znać Lubemu, że może po mnie przyjechać. Niech to więc będzie dowód na to, jakie emocje wywołuje ta książka!

Na podstawie powieści powstał w 2004r serial z Richardem Armitagem w roli pana Thorntona. Jeszcze nie miałam przyjemności go obejrzeć ale już patrząc na gify w Internecie jestem w Armitagu zakochana ;-)

Moja ocena: 5/6
Ewa Błaszczyk, Agnieszka Litorowicz-Siegert - Lubię żyć

Ewa Błaszczyk, Agnieszka Litorowicz-Siegert - Lubię żyć


Zazwyczaj nie czytam książek gwiazd show-businessu. Nie interesuje mnie ich świat, zwłaszcza że większość z tych „gwiazd” nie reprezentuje sobą nic ciekawego. Z Ewą Błaszczyk jest jednak nieco inaczej. Od razu powiem, że kojarzę tylko jedną rolę aktorską pani Ewy – tą z serialu „Zmiennicy”. Polska kinematografia nie leży w kręgu moich zainteresowań, stąd też u mnie nikła wiedza w tym temacie. Wiem natomiast, że jest to aktorka lubiąca role trudne, niejednoznaczne, takie które można poddać głębokiej analizie psychologicznej.

To, co przyciągnęło mnie do pani Ewy to jej postawa życiowa po śmierci męża i wypadku córki Oli. Jak silną osobowość, jak silną nadzieję i wiarę w życie trzeba mieć by po takiej tragedii nie zwariować?

„Lubię żyć” to wywiad-rzeka z aktorką, matką i szefową fundacji „AKogo?”. O wszystkich tych życiowych rolach pani Ewa opowiada z optymizmem i wiarą, że los nie obdarzył jej ciężarem, którego nie mogłaby udźwignąć. Bije od niej spokój i pewien rodzaj ‘swojskości’, nie uświadczycie tu kapryśnej gwiazdy z przerostem ambicji. Nawet w rozmowie o ciuchach i kosmetykach daleko pani Ewie do osoby, której można przypiąć etykietkę 'próżnej damulki'.

Zaskoczeniem było dla mnie to, jak wiele mam z panią Ewą wspólnego – bardzo podobnie patrzymy na wiele spraw, mamy zbliżone podejście do życia i świata (poza kwestią wiary i religii...).

Rozmowa wzbogacona została o zdjęcia aktorki i jej rodziny z prywatnego archiwum.

Polecam Wam tę pozycję na leniwe popołudnie przy kawie czy herbacie. To nie jest książka do czytania w komunikacji miejskiej czy w kolejce do lekarza – warto poznać ją w ciszy, by móc choć na chwilę zadumać się przy lekturze.

Moja ocena: 4,5/6
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2009-2017 Zacisze Literackie , Blogger